Moonlight, czyli zwycięstwo Sztuki

Jak niemal każdy wie, film „Moonlight” zdobył nagrodę Akademii za najlepszy film w 2017 roku. Spotkało się to z szeroką falą krytyki z dwóch powodów: 1. Film opowiadał historię o mniejszościach, przez co Akademia była oskarżana o lewicowy rasizm. 2. Film wygrał z szalenie popularnym musicalem z Ryanem Goslingiem i Emmą Stone w rolach głównych. Postaram się wyjaśnić dlaczego Akademia podjęła najlepszą i jedną z najważniejszych decyzji ostatnich lat.

Czemu ten film jest ważny dla kina? Zdobycie przez to dzieło Oscara za najlepszy film i symboliczne zwycięstwo nad musicalem gloryfikującym poprzednią epokę, oznacza triumf kina naturalistycznego i ambitnego. Oznacza to przejście do nowych czasów w kinematografii amerykańskiej. Dużymi krokami od Billy’ego Wildera, przez wielkiego Woody’ego Allena, potykając się o (świetnego oczywiście) Tarantino, ale też absurdalnie przesadną Dogmę 95, Jenkins wbiega na metę na barkach Iñárritu i Jarmuscha. Oczywiście nie ma nic złego w kinie reprezentowanym przez Wildera, po prostu naturalną drogą ewolucji przeszliśmy ze scenariuszy, w których człowiek był głównie zabawiany i uciekał na te dwie godziny od rzeczywistości, do kinematografii mainstreamowej jako medium ukazujące surowość egzystencji i rozwiązujące problemy nurtujące społeczeństwo. Poniekąd odwrotnie niż w malarstwie, gdzie fotografia zmieniła tę formę sztuki w abstrakcję i awangardę, tutaj kino zmieniło się z czystej rozrywki w dzieła moralizatorskie być może pod wpływem internetu i tym samym łatwego dostępu do zabawnych odskoczni. Też nie oznajmiam teraz, że jestem ograniczony – „La La Land” to dobry film, Cronenberg czy Tarantino to genialni twórcy (i to jeszcze jak), ale cieszy mnie przejście subtelnego, naturalistycznego, poetyckiego kina do głównego nurtu.

moonlight_blue.png
„Moonlight” reż. Barry Jenkins

Należy również zwrócić uwagę, że „Moonlight” nie jest jakimś samotnym przyczółkiem – takie kino staje się coraz bardziej popularne, między innymi dzięki zaangażowaniu się największych artystów i obecności młodych twórców w Akademii. Filmy „Manchester by the sea”, „Paterson”, „Zwierzęta nocy” to dzieła stworzone na podobną modłę i są to filmy z ostatniego roku. Jeszcze kilka lat temu, takiego utworu w głównym nurcie trzeba by ze świecą szukać – mi do głowy przychodzi tylko „Nebraska”. Pokazuje to dobry trend w rozwoju amerykańskiej kinematografii.

Nie będę pisał szybkiego opisu filmu ani streszczał większą część. Jeśli czytasz to bez obejrzenia obrazu, nie powinno Cię tu być, a jeśli widziałeś/aś to po co Ci na sucho opisywać to samo. Przejdę od razu do sedna sprawy. „Moonlight” jest filmem ciężkim w odbiorze z dwóch powodów –najpierw trzeba zrozumieć, że głosy mówiące, że to robiony pod publiczkę film o czarnoskórych gejach są bardzo krzywdzące dla arcydzieła i po prostu błędne. Taką opinię wyrażają głównie osoby, które nie oglądały filmu i/lub nieinteresujące się kinem/sztuką. Drugim powodem jest maestria z jaką zbudowany jest scenariusz i całe arcydzieło – sprawia to, że dla niedzielnego widza jest to po prostu dobry film i nic więcej. Może być niektórym ciężko wyłapać niuanse, subtelności i ukryte (bardziej lub mniej) informacje.

Brody-Moonlight-1200
„Moonlight” reż. Barry Jenkins

„Moonlight” jest bowiem filmem o wszystkim. Głównym tematem jest próba zrozumienia siebie i swojej inności, dlatego świetnym tłem jest biedna dzielnica czarnoskórych. Wyjście poza stereotypowy schemat macho jest niemal zbrodnią, co widać w pierwszych dwóch częściach. Dodatkowo Jenkins zaznacza typowo freudowskie reperkusje wychowawcze. Juan, stający się poniekąd ojcem dla Chirona, staje się wzorem w późniejszym, zbudowanym na nowo życiu w Atlancie (co jest oczywiste). W drugiej części jednak, Jenkins daje nam do zrozumienia, że relacje pomiędzy nimi nie są takie proste, ale robi to bardzo subtelnie – w scenie ścielenia łóżka. Zostaje tu wykorzystane samo aktorstwo dwóch postaci do stworzenia drugiego dna. Teresa mówi do Chirona bardzo płynnie i mimochodem, że Juan zawsze umiał ją przechytrzyć, tak samo jak główny bohater – „Ty i Juan… jak dwie krople wody” („thick as thieves” w oryginale) – mówi z uśmiechem i żartobliwie. Chiron przyjmuje to ze smutną, a nawet złą miną. Teresa patrzy na niego, sprawdzając reakcję i odbiera ją jako żałobę, myśli, że dodała mu pewności siebie, porównując go z jego autorytetem. Jednak wydaje mi się, że Juan miał na niego zgubny wpływ w ostatecznym rozrachunku i w tej scenie Chiron nie traktował go jak ojca, wręcz przeciwnie – starał się wytrzymać presję środowiska, którego Juan jest przedstawicielem i pęka ostatecznie na końcu drugiej części. Oczywiście nie można przeceniać wielkiej pomocy Juana, który uratował Chirona w pierwszej części, ale gdy dorasta rozumie, że jego ojciec na pół etatu poddał się społeczeństwu i sam napędzał maszynę uciskającą Chirona. On zresztą robi to samo. Zaczynając nowe życie w Atlancie ma możliwość zbudowania na spokojnie nowej postaci – decyduje się na stworzenie sobowtóra Juana, jako w jego mniemaniu najsilniejszego przedstawiciela społeczności, w którą ma zamiar wejść. W zetknięciu z Kevinem pod koniec filmu, zdaje sobie dopiero sprawę z tego jak groteskowa i fałszywa jest jego postać i jak duży błąd popełnił na siłę wciskając się w stereotyp macho gangstera. Wtedy decyduje się obnażyć przed Kevinem, który go przejrzał, zresztą bardzo łatwo. Chiron bowiem nie umie udawać przed swoim byłym „kochankiem” – jest to jedyna osoba, która zna go tak intymnie i w jego mniemaniu jedyna osoba, która go rozumie. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że Chiron pokochał Kevina, a ten złamał mu serce – stąd wyrzuty i ciężka konwersacja pod koniec, której atmosferę można ciąć nożem i w której Kevin nonszalancko nie odkrywa żadnych kart, zanim nie zrobi tego nasz protagonista.

zp1xa4v8v-800x445.png
„Moonlight” reż. Barry Jenkins

Należy jeszcze zwrócić uwagę na postać matki Chirona (świetna Naomie Harris), reprezentującą zepsucie i upodlenie przez narkotyki i prostytucję w biednych społecznościach. Symbolizuje również ona upadek wartości rodziny w oczach głównego bohatera, stąd jego brak ufności i bezpieczne wycofanie w stosunkach z Teresą i Juanem. Zresztą brak pełnoprawnych rodziców odciska na nim piętno bierności już na początku. Mówiąc o Naomie Harris, należy wspomnieć jak świetnie zagrany jest film, zwłaszcza przez najmniej doświadczonych aktorów grających Chirona, tworzących płynną postać, którą pod względem naturalności można porównywać do tej z „Boyhood”. Mahershala Ali, Naomi Harris i Andre Holland pokazują jak grać na drugim planie, a Janelle Monáe tworzy świetną, niewymuszoną postać przybranej matki.

Spotkałem się z opiniami, że scen homoseksualnych jest „rozczarowująco mało”, jak gdyby miał to być polityczny film, ukazujący na tacy opresję społeczeństwa wobec homoseksualistów. Osadzenie tej uniwersalnej historii o szukaniu swojego miejsca na świecie, w realiach czarnoskórej, biednej społeczności jest darem i przekleństwem na miarę „Lolity” Nabokova. Oba utwory są skazane na niedzielnych widzów, odnoszących się do kontrowersyjnego dzieła przez pryzmat reklamy i rozgłosu, jakoby „Moonlight” traktowało tylko o opresji gejów w czarnych społecznościach, a „Lolita” usprawiedliwiała pedofilię. Od razu zaznaczam – wiem, że scenariusz sztuki, na której oparty jest film, jest autobiograficzny i tło historii nie może być inne.

T2-1024x431.png
„Moonlight” reż. Barry Jenkins

Na film należy również spojrzeć ze strony technicznej i wizualnej, kluczowej w medium, którym jest kino. W wypadku tego dzieła, warstwa wizualna i dźwiękowa jest dla wielu największym atutem. Genialne zestawienie klimatycznej muzyki klasycznej z mistycznie wyglądającymi, powolnymi obrazami, pełnymi pięknych kolorów, wypada olśniewająco. Pod względem mistrzostwa w zbudowaniu pięknej formy dzieła, można przyrównać „Moonlight” do refnowskiego „Neon Demon”, gdzie nad doznaniami zmysłowymi można było się zachwycać przez wiele dni.

Jeśli jest to zarazem oprócz analizy recenzja filmu, należy odpowiedzieć na dwa pytania: Czy film jest merytorycznie dobry, inteligentny i z polotem? Odpowiedź: film jest arcydziełem, a ja zaledwie skrobnąłem paznokciem o fasadę. Czy film jest ciekawy, wciągający i chce się go oglądać (dla mnie równie ważne)? Odpowiedź: nie da się oderwać oczu od żadnej sceny, bowiem każdy scena zbudowana jest bezbłędnie i jest kluczowa w filmie. Uwaga! Bonusowe trzecie pytanie: Czy popadam w przesadyzm? Być może w mniemaniu niektórych tak, ale jako fan kina poetyckiego i subtelnego, reprezentowanego przez „Moonlight” (czy „Paterson”), proszę o wyrozumiałość odnośnie mojej ekstazy.

Reklamy

2 Comments

  1. Nie widziałam go jeszcze i najbardziej zapadł mi w pamięć przez oscarowy skandal, ale przymierzam się. Teraz czuję się jeszcze bardziej zachęcona. Szukam filmu, który odwróci mój światopogląd o 180 stopni. Może to będzie ten, okaże się. Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s