Życie i śmierć Andrzeja Wróblewskiego

Jarzmo drugiej wojny cz. 2:

            Ten tekst jest częścią cyklu o wpływie II Wojny Światowej na sztukę, filozofię czy ogólne spojrzenie na świat mieszkańców powojennych środowisk. Aby poczytać o nim więcej, kliknij zakładkę na górze lub tutaj: klik.

 

Życie i śmierć Andrzeja Wróblewskiego

Andrzej-Wróblewski-Autoportret-z-żoną
Andrzej Wróblewski i jego żona, Teresa

            Pokolenie, które pojawiło się na świecie w latach 1925-1930, zostało szczególnie naznaczone przez wojnę. Podczas gdy tzw. Pokolenie Kolumbów wchodziło w tym czasie w dorosłość, oni wchodzili w okres dojrzewania. W przypadku Andrzeja Wróblewskiego, urodzonego w 1927 roku, wojna rozpoczęła się gdy miał lat 12, a skończyła gdy miał ich 18. Gdy miał 14 lat był świadkiem śmierci swego ojca, który podczas przeszukiwania jego wileńskiego mieszkania przez hitlerowskich żołnierzy, miał zawał mięśnia sercowego. Po wojnie rodzina przeniosła się do Krakowa, gdzie Andrzej rozpoczął naukę na Akademii Sztuk Pięknych oraz na Uniwersytecie Jagiellońskim, w zakresie historii sztuki.

            Do pokolenia artystów powojennych, urodzonych w latach 1920-1930 należeli również choćby Andrzej Wajda, Tadeusz Konwicki, Miron Białoszewski, Wisława Szymborska, Wojciech Has czy Zbigniew Cybulski. W kontekście Wróblewskiego, warto tutaj przyjrzeć się Wajdzie, gdyż znali się oni osobiście – studiowali w tym samym czasie na ASP. Co najważniejsze, obaj byli bohaterami malarskiej rewolucji na Akademii, a co za tym idzie – malarskiej rewolucji w Polsce.

 

KOLORYZM

           W Polsce królował wtedy koloryzm (kapizm – od K.P., czyli Komitetu Paryskiego) i abstrakcja, przebrzmiałe i niezgodne z nastrojami społecznymi – dramatem wojny i opresją stalinowskiego reżimu. Andrzej Wróblewski w malarstwie abstrakcyjnym nie umiał się odnaleźć – nurt ten konfliktował z jego poczuciem estetyki, ideologią i wewnętrznymi przeżyciami. Jako utalentowany malarz i pilny uczeń, udawało mu się jednak z powodzeniem wystawiać swoje obrazy i być częścią grupy kolorystów.

 

kliknij grafikę, aby powiększyć

 

GRUPA SAMOKSZTAŁCENIOWA + ROZSTRZELIWANIA = REWOLUCJA

            W 1948 roku Andrzej Wróblewski założył tzw. Grupę Samokształceniową (należał do niej również Wajda, ale też Jan Tarasin, Andrzej Strumiłło), tym samym definitywnie rozstając się z abstrakcjonizmem. Uważał, że jeśli profesorowie, jakkolwiek wybitni (choćby Tadeusz Kantor, Jan Cybis), nie spełniają oczekiwań studentów i ich sztuka nie jest odzwierciedleniem kultury i nastrojów ojczyzny, należy kształcić się na własną rękę. Na pewnym zebraniu Grupa zdecydowała o konieczności marksistowskiego podejścia do sztuki oraz reformy kształcenia dydaktycznego, aby tę konieczność umożliwiać. Od tego momentu, ci poniekąd zagubieni i niezorientowani w sytuacji studenci stali się narzędziem reżimu i doprowadzili ostatecznie do całkowitego podporządkowania sztuki państwu. Wtedy partia była synonimem szczególnego postępu, zwłaszcza w oczach młodych ludzi. Dla Wróblewskiego była również przeciwieństwem nazistowskich Niemiec, które zabrały mu ojca. I nie tylko dla niego, dla wszystkich młodych ludzi dotkniętych przez wojnę i pragnących spokoju.

        Studenci bardzo poważnie traktowali walkę ze starym porządkiem i chcieli aktywnie tworzyć nową Polskę. Powstały dwa obozy – jeden skupiony wokół Kantora, drugi skupiony wokół Wróblewskiego. Ten drugi nakazał swoim ludziom tworzenie sztuki, która miała podważyć autorytet nauczycieli. W tym czasie powstały jedne z najlepszych obrazów Wróblewskiego (w tym „Rozstrzeliwania”). Ostatecznie okazało się, że on jako jedyny jest na tyle utalentowany i zdeterminowany, żeby przechylać szalę konfliktu na korzyść rewolucjonistów. Tym samym brzemię wybitnego talentu i wielkiej ambicji stawało się cięższe.

 

kliknij grafikę, aby powiększyć

 

 

 

      Andrzej Wróblewski był realistą i humanistą. Głęboko przeżywał tragedię powojennej Polski. „Rozstrzeliwania” miały być rozliczeniem się ze zbrodniami wojny, ale też okresu powojennego. Wtedy walka trwała dalej, pomiędzy byłymi AK-owcami i Urzędem Bezpieczeństwa. „Rozstrzeliwaniami” Wróblewski znalazł własny styl i mógł go wykorzystać jako medium do wyrażenia swojego postulatu moralistycznego.

              W tym cyklu człowiek staje się odczłowieczony, staje się przedmiotem. Obrazy są katastroficzne, pozbawione ekspresji, postaci są trupie – bladoszare. Ofiara zostaje wywrócona na nice, upodlona, uprzedmiotowiona. Na niektórych obrazach widać barwną osobę kata, odwróconego plecami – jest nim okupant. Gdy tej postaci nie ma, widz stoi w jego miejscu. Malarz przypomina, że to człowiek, niezależnie od przynależności był oprawcą.

            Wajda widząc tę serię (a konkretnie „Rozstrzelany z gestapowcem”) zdecydował się porzucić malarstwo – Wróblewski stworzył obrazy, które w pełni oddawały jego własne uczucia. Musiał więc zdecydować się na inne medium, gdyż zostając przy plastyce tworzyłby tylko mierne kopie tych samych, realistycznych moralnie ofiar wojny. Reżyser mówił, że tak właśnie wyglądała dla niego śmierć – była codziennością. O poranku mijało się nocne ofiary rozstrzelań, które leżały pod murem jak graty.

 

 

kliknij grafikę, aby powiększyć

 

wroblewski-rozstrzelanie-VIII 49
Rozstrzelanie VIII 1949

            Zaczęła się nagonka na kadrę dydaktyczną ASP – Andrzej Wróblewski gorliwie oddał się pisaniu felietonów krytykujących profesorów. Pojechał on nawet wraz z Konradem Nałęckim (wtedy malarzem – później poszedł na filmówkę i nakręcił choćby „Czterech pancernych i psa”) do Warszawy, do Jerzego Borejszy, ważnego działacza komunistycznego, publicysty i wydawcy, który miał im pomóc dzięki możliwości gigantycznego wpłynięcia na opinię publiczną.

     Andrzej Wajda wpierw brał udział w działaniach dyskredytujących ciało pedagogiczne, ale szybko zrezygnował. Po jego krytyce rektora Eibischa, ku zdumieniu studenta, został on usunięty z uczelni. Wajda zrozumiał, że Grupa Samokształceniowa stała się przykrywką dla władzy, która chciała pozbyć się nieprzychylnych artystów. Dawała ona podstawy moralne i miała pokazywać opinii publicznej, że wielu artystów jest faktycznie niezadowolonych ze starego porządku. Grupa studentów często prowadziła nagonkę na zasadzie bezpodstawnej krytyki oraz donosu. Trwała otwarta wojna. Wróblewski opisywany był jako wywrotowiec bez skrupułów, który nieubłaganie dąży do zniszczenia obecnego porządku.

 

SOCREALIZM

            Andrzej Wróblewski po wyrzuceniu z siebie wielkich „Rozstrzeliwań”, a także innych dzieł, w których oddaje nastrój brzemienia okupacji i reżimu, miał zaspokojone swoje poczucie spełnienia artystycznego, czyste sumienie oraz na warstwie metafizycznej i duchowej mógł być usatysfakcjonowany. Przed nim była teraz wielka misja przemodelowania polskiego malarstwa. Z polecenia partii, obrazy miały towarzyszyć przełomom społecznym oraz ukazywać „szczęśliwą rzeczywistość” komunistycznej Polski. Miały to być dzieła, które mogłyby zawisnąć w robotniczej stołówce i natchnąć dzielnych hutników i górników do cięższej pracy na rzecz wspólnoty. Mimo usilnych starań Andrzej Wróblewski przeżył podobne artystyczne rozczarowanie jak w przypadku obalonej przez niego wcześniej abstrakcji. Nigdy nie został wybitnym socrealistą i usuwał się na margines świata, którym miał dyrygować. Nie rozumiał, że socrealistyczna sztuka nie ma być w rzeczywistości sztuką, lecz jej atrapą, a socrealistyczni malarze mają uprawiać sztukę kłamstwa. Naiwność zgubiła go i osoby, które przekonał o słuszności walki studentów z profesorami, która przecież działała tak jak pożądane przez totalitaryzm walka ojciec-syn.

 

kliknij grafikę, aby powiększyć

 

wroblewski-fajrant w Nowej Hucie, 1954
Fajrant w Nowej Hucie 1954

 

ODRZUCENIE – PROZA ŻYCIA I ANTYSOCREALIZM

 

kliknij grafikę, aby powiększyć

 

          Wraz z przemianami październikowymi skończył się socrealizm i nastąpiła większa liberalizacja malarstwa. Ponownie skłoniło się ono do wzorów i trendów zachodnioeuropejskich, a główne skrzypce znowu grał Kantor, a także Nowosielski czy Lebenstein.

            Wróblewski zrozumiał, że został wykorzystany. Całkiem opuściła go dalsza wola walki – od tej pory, aż do swojej nadchodzącej wielkimi krokami śmierci żył w biedzie, odrzucony przez malarzy reżimowych, jak i dawnych kolegów. Ożenił się z Teresą Reutt i od tego momentu zaczął poruszać temat codzienności, macierzyństwa i biedy. Prowadząc życie szaraka, przekładał je na płótno. Myślę, że te obrazy można nazwać mianem antysocrealistycznych, czyli takim samym jak jego nieudolne (momentami ironiczne) próby socrealizmu. Co więcej, można uznać je za otwarcie atakujące reżim, który przecież go zniszczył.

         Jednym z takich obrazów jest „Kolejka trwa”, gdzie kilka osób siedzi w poczekalni na krzesłach zwróconych w stronę wskazaną strzałką. Z obrazu bije nuda życia, bezsens oczekiwania. Również krzesła ułożone są w sposób nielogiczny dla poczekalni, tak jakby postacie miały nigdy nie ruszyć się ze swoich miejsc i całe życie spędzić na oczekiwaniu – na coś nieokreślonego, coś co nigdy nie nadejdzie. Obraz jest też komentarzem odnośnie ludzkiej egzystencji w ogóle.

49wystb0
Kolejka trwa 1956

      Jednak najważniejszymi obrazami w tym okresie twórczości Andrzeja Wróblewskiego są „Ukrzesłowienia”, będące otwartą krytyką reżimu. Kobieta ukrzesłowiona równa się uprzedmiotowiona. Karl Marx uważał bowiem, że wartością przedmiotu jest włożona weń siła robocza, więc wytworzony przedmiot (tutaj krzesło) jest przedłużeniem stwórcy. Również w komunizmie kobieta przestaje być człowiekiem i staje się nastawioną na wydajność maszyną produkującą towar. Dodatkowo kobieta jest nie tylko robotnicą, ale też bezcenną fabryką produkującą dzieci, stąd jest dla malarza idealnym przykładem.

             Wróblewski krytykuje system, który ma w swojej idealnej formie nie mieć miejsca na refleksje, jednak jest tak nienaturalny, że wymusza na jednostce przeanalizowanie wartości ludzkiego życia. Od „Ukrzesłowień” bije tragizm – Wróblewski krzyczy, że system nie działa.

 

 

ŚMIERĆ PSYCHICZNA – CZŁOWIEK ROZDARTY

 

kliknij grafikę, aby powiększyć

 

         Wróblewski być może liczył na sukces swojego antysocrealizmu lub czekał na łaskawe przyjęcie z powrotem do którejś z grup, którego się niestety nie doczekał. Po kolejnym fiasku, jego malarstwo obrało nową drogę – było otwarcie tragiczne. Lecz tym razem nie oddawało tragedii społeczeństwa tylko jego własną. Fatalizm i degradację człowieka zamierzał pokazać na własnym przykładzie. Do tego celu wykorzystuje wcześniej dozowaną i krytykowaną abstrakcję. Używa jej języka formalnego, zamykając go w konturze ludzkiej postaci.

 

kliknij grafikę, aby powiększyć

 

                Możemy domniemywać, że seria „Człowiek rozdarty” jest w rzeczywistości serią autoportretów artysty. Ponownie widzimy człowieka zredukowanego (jak w „Rozstrzeliwaniach”), w tym przypadku do symbolicznego zarysu postaci. Zaznaczone są tylko doznania, lecz i one są metaforyczne – ukazana postać jest rozdarta, w sensie podarta, zniszczona. Można również zauważyć kolejne ukrzesłowienia na „Człowieku rozdartym I” i „Człowieku rozdartym II”, które tym razem opowiadają osobistą historię malarza. Bowiem ukrzesłowienie oznaczać ma, oprócz krytyki politycznej, również krytykę postawy – bezsensownego oczekiwania, utraty inicjatywy, reifikacji, braku nadziei oraz ubezwłasnowolnienia.

          Tragiczne wydarzenia z przeszłości nawarstwiają się z problemami teraźniejszymi, Wróblewski czuje się ciężko ranny psychicznie. „Okazuje się, że świat wewnętrzny człowieka jest delikatną budowlą” – pisał Wróblewski w liście do żony – „ kiedy nią z całych sił wstrząsnąć, żeby zobaczyć jak jest mocną, rozpada się bez śladu popiołu, zostawiając przerażającą pustkę”. Owa pustka pokazana jest na „Cieniu Hiroszimy” – pusty zarys człowieka prześwituje czarną próżnią.

fo_wroblewski_cien_hiroszimy_wroclaw
Cień Hiroszimy 1957

 

ŚMIERĆ FIZYCZNA

            Andrzej Wróblewski wybrał się w samotną podróż w Tatry, w 1957 roku, w wieku 30 lat. Znaleziono go martwego na drodze Oswalda Balzera, czyli na szlaku prowadzącym do Morskiego Oka. Dokładne okoliczności śmierci nie są znane i istnieje mnóstwo domysłów. Najbardziej prawdopodobna jest teoria o ataku epilepsji, na którą bowiem cierpiał całe życie. Podobno znaleziono go siedzącego w naturalnej pozycji pod drzewem. Miał pękniętą czaszkę, pogryzioną rękę, a na narciarskich spodniach spodnie od piżamy. Mówił, że jego życie stało się „samobójstwem na raty”, więc wyobrażam sobie, że śmierć przyjął ostatecznie z ukojeniem.

 

            Jego błędem była nadmierna ambicja, w połączeniu z naiwnością młodości. Wiedział o swoim talencie i inteligencji, a one wydawały się jeszcze większe na tle kolegów z Grupy Samokształceniowej. Gdy rozpoczął rewolucję, musiał tańczyć jak mu zagra Stalin, ale okazało się, że Wróblewski kłamać nie umie – w końcu niezgodne z jego stylem abstrakcje i socrealizm były wielkimi porażkami. Opanowanie sztuki artystycznego kłamstwa było jedynym sposobem na przetrwanie socrealizmu i takie rozwiązanie wybrało wielu współczesnych mu artystów. Andrzej Wróblewski był jednak artystą, którego talent rozkwitał, gdy był niezależny i wierny swojej naturze, czego nie umiał się wyzbyć.

 

Reklamy

3 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s