Wzburzenie i upokorzenie Philipa Rotha

             Autor choćby głośnej „Amerykańskiej sielanki” czy „Kompleksu Portnoya” od lat wymieniany jest w gronie głównych kandydatów do literackiego Nobla, jak jeszcze niedawno jego rodak John Updike. Ten drugi ostatecznie nie doczekał się oficjalnego unieśmiertelnienia przez Komitet Noblowski. Na pocieszenie pozostał mu Pulitzer i miano jednego z najwybitniejszych dekonstruktorów ludzkich iluzji. Naturalnie powstaje więc pytanie, czy Philipa Rotha czeka ten sam los? Czy przyznanie nagrody amerykańskiemu muzykowi Dylanowi ma być swoistym policzkiem dla amerykańskiej literatury (czy de facto stanu literatury w ogóle)? Kluczowe jest jednak pytanie: czy Roth zasługuje na tę nagrodę czy nie? Zazwyczaj jest to nagroda za całokształt twórczości. Jedynie wybitne arcydzieła zostawały osobno nagradzane, choć oczywiście nieoficjalnie, jak „Stary człowiek i morze”, czy „Archipelag GUŁag”. Biorąc więc pod uwagę całokształt, ważne stają się dzieła mniejsze, wydawane niedawno, takie jak „Upokorzenie” i „Wzburzenie”. W przypadku np. Harukiego Murakamiego mówi się, że nagrody może już nie dostać, czego powodem ma być znaczące obniżenie lotów w ostatnich latach. Czy tak samo ma być w przypadku amerykańskiego giganta?

26PHILIPROTH2-master768

Wzburzenie

            W noweli śledzimy losy Marcusa Messnera, chłopca pochodzenia żydowskiego, syna koszernego rzeźnika. Akcja dzieje się w latach pięćdziesiątych, więc największym zmartwieniem jego ojca stają się wszechobecne supermarkety, które podbierają mu klientów komfortem i ceną. W obliczu walącego się życia zawodowego, rzeźnik musi kurczowo uczepić się utalentowanego syna, jego drugiego życiowego sukcesu. Ze strachu przed jego stratą popada w paranoję, barykaduje drzwi, robi awantury. Uciekając przed nieobliczalnym ojcem, Marcus przerywa studia na prestiżowej uczelni w New Jersey w środku semestru. Idealnym celem ucieczki z trudnej sytuacji wydaje się być oddalony o kilkaset kilometrów od rodzinnej mieściny prowincjonalny collage w Ohio, który jest gotowy przyjąć dodatkowego studenta. Okazuje się, że panują tam rygorystyczne zasady obyczajowe, z którymi nie może pogodzić się inteligentny chłopak ze wschodniego wybrzeża. Marcus zmuszony jest do meldowania się przełożonym i uczestniczenia w mszach metodystycznych, mimo, że nie wyznaje żadnego boga. W tle powieści przewija się również wojna w Korei, przypominając, że jest to okres dalszej walki z ideologią komunistyczną. Kojarzyła się ona wtedy z nadmierną wolnością, ateizmem i socjalizmem. Widmo wojny dodatkowo zmuszało studentów do ścisłej dyscypliny ze strachu przed poborem. Młody chłopak bierze więc udział w zbiorowym maglowaniu, lecz zatrwożony zaśmieceniem umysłu, śpiewa w głowie chińską pieśń wojskową, szczególnie akcentując występujące tam słowo „wzburzenie”. Jest bowiem wzburzony decyzjami dziekana odnośnie sposobu życia kolektywu. Musi przełknąć swoje wartości, aby żyć bezkonfliktowo. Gdy nie reaguje na prześladowanie i konflikty rozpoczęte przez innych studentów, zostaje przepytany przez dziekana o jego wybory behawioralne. Problemy dotyczące szaleństwa ojca, konfliktu ze społeczeństwem i znęcenia się studentów są więc niezależne od niego i wobec każdego czuje się bezsilny.

            Duchowym i mentalnym sprzymierzeńcem Marcusa staje się Bertrand Russell, angielski noblista, ateista, filozof i matematyk. Świetny dekonstruktor absurdów podstawowej teologii i wiary, przez co swego czasu wielki skandalista. Z racji jednak ukierunkowania uderzenia na podstawę teologii i wiary w Boga oraz młodego wieku naszego protagonisty, nie możemy w tej noweli liczyć na ciekawe dywagacje filozoficzne Philipa Rotha przez marcusowe alter ego. Powiastka staje się więc ledwie postulatem ateizmu autora. Zgrabnie napisanym, zachęcającym do przeczytania na kilka kęsów, lecz dość płytkim jak na tak cenionego pisarza.

philip-roth-1960

            „Wzburzenie” jest świetnym studium bezradności jednostki w obliczu ideologii większości. Poglądowe więzienie Marcusa można przełożyć na znacznie większe społeczności czy nawet całe państwa, gdzie większość decyduje o stanie rzeczy, często nie zważając na mniejszości. Roth serwuje nam jeszcze element efektu motyla, być może niepotrzebny, ale udany. Wszystkie skutki można prześledzić do drobnych decyzji Marcusa, od których cały ciąg wydarzeń się rozpoczął.

            Jednak z ubolewaniem muszę zwrócić uwagę na samo-sabotaż Rotha. Ostatni rozdział jest bezpośrednim felietonem, zwrotem autora do czytelnika (możemy tylko gdybać czy poprzez marcusowe alter ego). Roth przedstawia w nim swoje opinie odnośnie religii i jej wpływu. A nie jest to ciekawy, merytoryczny artykulik, lecz jakoby wykrzyczana złość. Ciężko się z nim nie zgodzić, ale efekt jest zgoła infantylny.

            „Wzburzenie” napisane jest bardzo sprawnie, od pierwszych stron nie da się oderwać i płynie się poprzez wymuskane zdania utalentowanego Amerykanina. Dostajemy wspaniale nakreśloną Amerykę lat pięćdziesiątych, a dodatkowo prawdopodobne wtrącenia autobiograficzne. Książka daje więc przez większość czasu spędzonego z nią wiele przyjemności, lecz ostatecznie (za sprawą feralnego ostatniego rozdziału) zostawia czytelnika z poczuciem niesmaku.

Philip Roth, 1968

Upokorzenie

            Króciutkie „Upokorzenie” można podzielić na dwie części. Ambitną i upokarzającą. Tę pierwszą rozpoczynamy śledząc losy starszego aktora teatralnego Simona Axlera. Jest on światowej sławy bogatym artystą pochodzenia żydowskiego, tak samo jak Philip Roth.

            Simon doznaje nagłej niemocy twórczej. Role, które kiedyś grywał z łatwością, gra do bólu sztucznie. Jego talent go opuszcza i jest całkiem zdruzgotany. Po miażdżących recenzjach, wycofuje się z teatru i walczy z depresją. Żona zostawia go i jedzie do ich syna, do Kalifornii, nie mogąc poradzić sobie z jego załamaniem. Simon jednak oddala myśl o samobójstwie i zgłasza się do szpitala psychiatrycznego na leczenie. Tam poznaje Sybil, osobę równie bezsilną wobec kolei losu. Oboje przeżywają niezależne od nich złamanie dotychczasowych, definiujących ich ról życiowych. Sybil nakryła swojego męża na molestowaniu ich córki. Do tego momentu prowadziła idealne życie, jednak  po tym zdarzeniu pozostała jedynie jego fasada, a pod nią wszystko się zawaliło. Nie jest w stanie sobie wybaczyć, że nie podjęła żadnych działań, lecz całkowicie postradała zmysły i musiała przez to zostać umieszczona w zakładzie psychiatrycznym. Tym samym zwyrodnialec został sam w domu z ich córką, co doprowadza Sybil do jeszcze większej rozpaczy. Po kilku tygodniach Simon opuszcza szpital i wraca do domu pod Nowym Jorkiem.

roth

            Tym samym dochodzimy do części upokarzającej. Nie mogę ukrywać, że jest to jeden z najgorszych grafomańskich bohomazów jakie czytałem. Ta pseudoporno telenowela sprawia wrażenie smutnych podrygów starca, zamkniętego zbyt długo w mieszkaniu z dostępem wyłącznie do baby boomerskiej prasy. Główną osią tej części jest wątek erotyczny. Nie jest to jednak delikatny slalom pomiędzy niuansami miłosnych uniesień i niemal metafizycznych przy tym odczuć, jak w „Szelmostwach…” Llosy. Raczej przaśne, sprośne zadośćuczynienie za lata fizycznej niemocy. Simon Axler angażuje się w związek z młodszą o 20 lat kobietą. Ponadto lesbijką oraz córką dawnych przyjaciół-rówieśników. Oczywiście zmienia ona na zawołanie swoją orientację, żeby związać się z niewyżytym starcem. Wystarczyła jego męskość i seksapil, aby wybić z jej głowy całe życiowe doświadczenia miłosne i seksualne. Para korzysta z szerokiego wachlarza zabawek (mamy tu pełen pakiet, od biczów po dilda), a czytelnik jest nieodłącznym towarzyszem ich igraszek z których dramaturgicznie niewiele wynika  Mamy tu pełen pakiet, od biczów po dilda. Peegen, bo tak ma na imię, może również pochwalić się dużym biustem i szerokimi biodrami. Swoimi atrybutami wyzwala w partnerach niemożliwą chuć i uzależnia od siebie. Z tego powodu dochodzi wątek byłej kochanki Peegen, która prześladuje Simona.

            Fabularnie jest to skrajny banał – on odzyskuje w końcu zdolności aktorskie i chce nawet założyć z Peegen rodzinę, ona jednak mówi, że to pomyłka i go zostawia. Smutny Axler strzela sobie w łeb. Koniec. W powieści nie da się doszukać przesłania. Nie można się również rozkoszować stylem, złożonością linii fabularnej, ani niuansami interakcji międzyludzkich, w czym wybitnie przodował choćby wspomniany wcześniej Updike. Czuć, że powiastka napisana jest bez zaangażowania i chęci, a więc staje się policzkiem dla fanów. I w końcu gorszy i nudzi, nie widać w noweli żadnego celu, oprócz rozgrzewania lędźwi gospodyń domowych w średnim wieku.

           Philip Roth Documentary

            Roth sprawia wrażenie jakby uciekał przed tym nieszczęsnym Noblem, który jest przecież zazwyczaj nagrodą za całokształt twórczości. Dwie nowele sprzed mniej niż dekady stają się skazą na jego twórczości. Czyżby przeżywał podobną niemoc co Simon Axler? W końcu nie wydał nic od 2010 roku. Wiele wskazuje na to, że Komitet Noblowski nie wyróżni już Amerykanina, zwłaszcza, że ma co raz mniej czasu – pisarz ma 84 lata. Jednak jego statusu i poważania nikt mu nie odbierze, nawet on sam.

Reklamy

2 Comments

  1. Zdecydowanie najsłabszy wśród drugiej wielkiej czwórki amerykańskiej – nie bardzo rozumiem tych ciągłych przeciągań Rotha do Nobla. Jeśli już, to z Amerykanów zasługują na niego bardziej wizjonerzy, tacy jak Pynchon czy Burroughs (ten ostatni szans już oczywiście nie ma) – Roth przy nich to mały pisarczyk z Florencji.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s