Murakami i Nobel w jednym stali domu

Murakami-biegnie
Photograph: Patrick Fraser/Corbis Outline

Im dłuższą styczność mam z Murakamim i im bardziej się interesuję jego literaturą, tym bardziej staje się on postacią kontrowersyjną. Czytałem jakiś artykuł, w którym autorka krytykuje, że jeśli zostanie on noblistą, będzie pierwszym czytanym i przez gospodynie domowe i przez profesorów UW. Wypowiedź kontrowersyjna, oczywiście, ponieważ atakuje zwykłego zjadacza cebuli. Ale czy zwykły zjadacz powinien dyktować co będzie, a co nie spuścizną literacką ludzkości? Przecież nie. Gdyby Noble przyznawane były zależnie od sprzedaży, E. L. James, Dan Brown, czy Nicholas Sparks mogliby przy sobotnim sprzątaniu pucować swój brodaty medal. Jednak Murakami czytany jest przez wszystkich. Dobrze się sprzedaje, a zarazem jest wyważony i niegłupi. Mniej lub bardziej pseudo- intelektualiści zwą go nowym Coelho, natomiast gawiedź bierze sobie do serca jego sentencje, które można znaleźć na odwrocie kartek kalendarza (serio). Myślę, że szał na Japończyka jest tak samo przesadzony jak jego krytyka.

Murakami jest po prostu średni, ale kilka jego cech umożliwia mu podbicie głów niemal każdego z czytelników. Po pierwsze – wrażliwość. Każdy z nas ma w sobie trochę wrażliwości. Niektórzy na powierzchni, a niektórzy gdzieś tam daleko, głęboko, pod stertami codziennych czynności, zmartwień, doniesieniach o wojnach domowych, gazowaniu dzieci, czy truciu wiosek tubylców kocami z wąglikiem. Każdy ma jakieś pokłady choćby surowej, nieokreślonej, pierwotnej wrażliwości i nostalgii. Murakami uderza w nią tanim trikiem – przyjaciel z dzieciństwa lub ze studiów, złamane serce, pierwsza miłość, niespełnione marzenia i ambicje. I już ma więź z czytelnikiem. Po drugie – stara się nie nudzić. W wielu momentach dryfujemy na granicy ziewnięcia, ale pisarz raz na jakiś czas rzuca nam jakieś ochłapy, żebyśmy trwali i czytali. Pisze na tyle łatwo i przystępnie, że człowiek czyta nawet o tym nie myśląc. Przez to zdarzyło mi się kilka razy zastanowić nad czymś innym i tylko przesuwać oczami po linijkach. Czasami po zerknięciu na akapit omijałem go w całości, bo był bezsensownym zapychaczem. Jednak stara się prowadzić na tyle ciekawą historię, aby czytelnik nie odrzucił książki na bok. I tyle wystarczy. Po trzecie – jest niegłupi. To co próbuje Japończyk przekazać poprzez swoją literaturę jest uniwersalne. Nie prowadzi on bezsensownej gry literackiej dla czystej rozrywki, broń boże, chce coś przez nią powiedzieć. A to, że podaje swoje moralizatorstwo w sposób bardzo zawoalowany, nie odejmuje mu punktów. Grafomani i oszuści sztuki ukrywają swój brak sensu pod płaszczykiem groteski, fantazji i tajemnicy. Murakami jednak ukrywa tam sens. I co najważniejsze, uderza do tego zjadacza kajzerek. Mówi na przykład: „Nie roztrząsaj przeszłości”, albo „Bądź sobą”, „Uchwyć swoją zwykłość, bo jest niezwykła”. Jego uniwersalność może uderzyć więc do każdego. Mocno do tego właśnie kilka linijek wyżej wspomnianego głodomora. Słabiej, ale jednak wciąż do psora UW. Po czwarte – dodaje groteskę, absurd i magię, co po prostu bawi czytelnika. Tworzy jakby wspólny, wewnętrzny żart pomiędzy autorem a czytelnikiem, co jeszcze bardziej zaciska więź. Po piąte i ostatnie – gloryfikuje, a wręcz fetyszyzuje depresję. W każdej dotychczas przeczytanej przeze mnie powieści Murakamiego, główny bohater jest smutnym, zdołowanym i często żałosnym szaraczkiem. Każdy z nas kiedyś miał gorsze chwile, więc może się mniej lub bardziej z bohaterem utożsamić. A jeśli nie, to ludzie lubią tzw. underdoga, osobę na teoretycznie przegranej pozycji, ale z szansą na wyjście z kryzysu. Z taką postacią również łatwiej się utożsamić, niż z archetypem hegemona.

aa08dfcfc48885cf9dddd623d43cdb4d--haruki-murakami-takashi-murakami

Jednak mówienie o nim w kontekście Nobla jest nieporozumieniem. Taki pomysł bierze się głównie z jego popularności. Haruki Murakami nie wnosi wiele do literatury, nie wnika na tyle głęboko i odważnie w człowieka. Nie rozsławia również japońskiej literatury, bo w mniemaniu samych Japończyków jest pisarzem amerykańskim. Bardzo często nagroda ta dawana nie jest po to, aby uhonorować kogoś bardzo znanego lub zasłużonego, lecz aby przybliżyć czyjąś myśl narodową, krajową gwiazdę przedstawić szerszej publiczności. Tak było w przypadku choćby Modiano, Szymborskiej czy Jelinek. Murakami będąc jednym z najlepiej sprzedających się pisarzy na świecie, nie spełnia również tego kryterium. Jednak niezbadane są wyroki Komitetu Noblowskiego. Możliwe, że jeszcze wszyscy będziemy sobie pluć w brodę, i to śliną żółtą od goryczy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s