Recenzja filmu „Mięso”

„MIĘSO” (2017), reż. Ducournau

Jeśli wcześniej nie przeczytaliście, że to najlepszy horror roku lub, że ludzie wychodzili z kina, nie domyślicie się tego na podstawie materiału (sama reżyserka jest zawiedziona, że film jest promowany w ten sposób). Identycznie jest z feministycznym/liberalnym przesłaniem, który jest niejasny i nieudany (jak poniżej postaram się wyjaśnić). Julia Ducournau wrzuca ponadto sceny, które mają na siłę szokować, jak robili to Gruber i Bress w „Efekcie motyla”. Cały film jest zrobiony na wyrost i podstępem wchodzi na salony.
raw-movie-poster

[SPOILERY]

Na razie odłóżmy na bok kwestię przesłania w filmie, ukrytych znaczeń itp. Nie można nie zwrócić uwagi, jak zły jest film pod względem zwyczajnie fabularnym. Nie podoba mi się naginanie rzeczywistości, żeby pasowała do wymysłu twórcy. Należy poruszać się w rzeczywistych ramach, aby film miał znaczenie dla odbiorcy, a nie człowieka żyjącego w stworzonym uniwersum filmowym (o ile nie mówimy oczywiście o surrealizmie czy fantastyce). Tok rozumowania postaci jest nielogiczny, nienaturalny i niespójny. Ponadto nikt chyba nie uwierzy w tak przerysowany, patologiczny uniwersytet, który jakimś cudem jest elitarny. Studenciaki zgadzają się na maglowanie przez starsze roczniki i z jakiegoś powodu nikt się nie wykrusza. Wszyscy co do jednego biorą udział w jakimś dziwacznym, władcomuszym obrządku, który w żaden sposób nie jest nadzorowany. Nie wiem jaki wpływ miałaby skrajnie patologiczna dynamika grupy studentów na poziom uniwersytetu, ale raczej nie pozytywny. Niedawno pisałem o Philipie Rocie i jego „Wzburzeniu” i pokazał on tam, że historię maglowania na jedną masę studentów da się przedstawić wiarygodnie i rzetelnie. Argumenty, że „kanibalizm ok, a uniwersytet dziwny?” są nietrafione, ponieważ godzimy się na jakąś konwencję i ma ona być tutaj w zamierzeniu konformistyczna, aby kanibalizm mógł się wyróżnić. Wszystkie nielogiczne elementy mają odzwierciedlenie w stereotypach i wyobrażeniach znanych z innych dzieł kultury odnoszących się do społeczności studenckich. Więc jest to dziwaczne wyobrażenie autorki o studiowaniu i młodzieży? Seks, narkotyki, krojenie zwłok w pierwszym tygodniu studiowania weterynarii?

Film z czasem staje się zbyt chaotyczny i poplątany. Na początku dowiadujemy się, że cała rodzina nie je mięsa, a główna bohaterka traktuje zwierzęta i ich najważniejszego przedstawiciela, czyli człowieka na równi. Pierwszym, łopatologicznym sensem filmu wydaje się więc wydźwięk wegański. Bohaterka Justine bowiem na zmianę je kurczaka i człowieka, chcąc zaspokoić swoje zapotrzebowanie na mięso. Jednak z czasem nie spożywa go jak normalni ludzie, tylko pojawia się u niej jakaś dziwaczna na jego punkcie obsesja, wyglądająca jak zwierzęcy instynkt. Dochodzi więc drugi wątek – walki z naszą pierwotną zwierzęcością, choć nie jest całkiem jasny. Kolejnym przesłaniem i zarazem ponoć najważniejszym w filmie, jest wyjście poza konformistyczny schemat, najpewniej seksualny. Justine równocześnie z odkryciem swojego kanibalizmu, odkrywa swoją seksualność, czując podniecenie do jej współlokatora Adriena. Jednak seks i uwielbienie do ludzkiego mięsa rozwijają się osobno. Łączą się w kilku momentach, ale nie są ukazane w sposób bezdyskusyjnie powiązany. Justine w jeden scenie je palec siostry, a w innej czuje pożądanie patrząc na ciało Adriena (w inny sposób niż normalny człowiek patrzący np. na soczystego schaboszczaka). Wątki te łączą się przy stosunku Justine z jej współlokatorem, lecz oba ukazane są po prostu jako niemalże niekontrolowane żądze. Tak czy siak nie warto silić się tu na jakąkolwiek nadmierną analizę. Wszystko w końcu sypie się na końcu filmu, gdy ojciec Justine odkrywa przed nią mroczny sekret, czemu ona i jej siostra są kanibalkami. Mówi, że… ich matka też je ludzkie mięso. A właściwie nie je, tylko… gryzie ich ojca podczas stosunku? Czyli jednak jest to związane z seksem, a słynna już scena jedzenia palca jest po prostu bezsensowna. Natomiast jeśli nie i matka ma też na sumieniu jakieś zabójstwo jak siostra Justine, to ojciec nie chciał, żeby córki pracowały nad kontrolowaniem swojego instynktu, lecz trzymał wszystko w tajemnicy i doprowadził do zniszczenia rodziny? Oczywiście wątek wegański również pada, ponieważ jej zasada mięsna nie wynika już z filozofii życiowej, wyuczonej lub wynikającej z jej moralności, lecz z dziwacznej genetyki. Przedstawiona jest też negatywnie i napiętnowana, więc autorka nie bagatelizuje filmem jedzenia ludzkiego mięsa. Nie sprowadza całości do argumentu przeciwko mięsożercom, na takiej zasadzie jak robią to na Facebooku fanpage’e łączące domniemanych miłośników koniny lub psiny. Analogicznie piętnuje ogólnie wyjście poza schemat, krytykując więc metaforycznie odmienną płeć, kolor skóry, poglądy itp.? Na pewno nie taki był cel autorki. W zakończeniu jednak zrezygnowała z wcześniejszego wydźwięku filmu i skupiła się poniekąd na akceptacji swoich wad – zwierzęcych albo po prostu dziwnych odchyłów lub na wąskim problemie dziedziczenia chorób psychicznych. Łącząc tyle pomysłów, przesłanie moralistyczne upada i staje się niejasne, a wręcz, jak widać, nielogiczne, nieudane, wykluczające się. Film broni się jedynie świetnymi zdjęciami i grą aktorską. Niestety, próbuje też na siłę szokować scenami nieuwarunkowanej i niepotrzebnej masturbacji, mikcji, golizny czy lizania gałek ocznych. Czy to było udane? Nie. Film ostatecznie jest nielogiczny, irytujący i naiwny. Być może jest to jedynie body horror, niosący rozrywkę wybierającej się na studia młodzieży, do którego doczepiono wiele wyobrażonych łatek, których film nie jest w stanie udźwignąć.

raw-film-image

Trzeba również zaznaczyć, że Ducournau mówi, że film jest przede wszystkim o… kanibalizmie. Reżyserka zwraca uwagę, że to wciąż jest temat tabu i trzeba go poruszyć. Uważa, że morderców, czy gwałcicieli pokazuje się jako jednych z nas, a o kanibalach nie mówi się wystarczająco dużo. Dodatkowo film miał traktować o naszej zwierzęcości i akceptacji siebie, takiego jakim się jest. Wszystko wskazuje na to, że większego znaczenia dorabiają sobie złaknieni subtelnych politycznie filmów krytycy. To wymyślone znaczenie upada w kontakcie z filmem. Oglądając go, mając w głowie zamysł autorki (czyli znacznie prostszy niż dorobiony przez krytyków), ma on o wiele więcej sensu, lecz wciąż nie jest w stanie się obronić. Ode mnie 3/10.
+ inne wątki dopowiedziane przez krytyków: 1. Justine MŚCI SIĘ za znęcanie się rówieśników, co nie ma sensu, ani nie ma miejsca. 2. Nazywanie filmu współczesnym połączeniem Cronenberga (!) i Lyncha (!!!).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s