Recenzja filmu „Blade Runner 2049”

blade-runner-2049.jpg

BLADE RUNNER 2049 (2017), reż. Villeneuve

 

Wcześniej nie przyszło mi to do głowy, ale po fakcie wydaje się oczywiste. Nowy „Blade Runner” musiał być filmem komercyjnym, jeśli ma zwrócić się wielki budżet. Próba komercjalizacji i uschematyzowania takiego oryginalnego uniwersum nie mogła udać się satysfakcjonująco. Dla popcorniaków film i tak będzie nudny. Aby stwarzać iluzję klimatu z oryginału, twórcy serwują nam niepotrzebne dłużyzny i huczącą, tubalną muzykę. Jednak nie tworzą one atmosfery, skoro brakuje elementu noir, mistyki i przyziemnej plugawości mieszkańców, jak w pierwszej części. Po prostu rozwleczona narracja nie ma tutaj podstaw, a nawet jest strzałem w stopę. Ponadto wszechmocny, przebijający się przez ściany replikant Gosling nie angażuje widza, nie tylko dlatego, że jest nudny, ale także dlatego, że nie da się z nim utożsamić. Dodatkowo ukazany świat nie jest już tak podobny do ludzkiego, jest bardziej odrealniony.

Widz ambitniejszy, ceniący film Scotta za wydźwięk egzystencjalny ukazany w niepowtarzalnej, oszałamiającej formie będzie równie zawiedziony. Nowy „Blade Runner” staje się bowiem zwykłym filmem akcji. Niemalże brak przekazu moralistycznego sprawia, że jest bezsensowny i miałki. Ot sensacja z nałożoną skórką bladerunnerową, tj. czysty skok na kasę. Dostajemy jedynie dorzucone de facto na alibi elementy znane z innych produkcji. Mamy więc skradziony wątek choćby z „Her”, lecz przedstawiony bardziej łopatologicznie, a przez to nie sprawiający przyjemności. To samo dotyczy właściwie całej treści filmu. Jest tak wytłuszczona, że nie zmusza widza do brania udziału w filmie, rozleniwia. Warto podkreślić, że w zakresie kina akcji też będziemy rozczarowani. Tutaj schemat goni schemat, ma się wrażenie, że w filmie nie ma nic niepowtarzalnego i wszystko jest sprawdzoną kalką z innych filmów (i to niekoniecznie tych najwyższych lotów – choćby cała postać Jareda Leto). W efekcie robi się nudno, a los bohaterów przestaje nas obchodzić. Chcąc zadowolić wszystkich, Villeneuve nie zadowala właściwie nikogo. Dostajemy mało angażujący akcyjniak w mocno nadszarpniętym uniwersum. Nadszarpniętym, bo nadmiernie wyjaśnionym i rozbudowanym, niepozostawiającym tajemnicy; stawiającym niepotrzebne, nieciekawe pytania, tylko po to, żeby się w nich plątać. Oryginał był w tym znacznie bardziej subtelny, głównie z tego powodu, iż na pierwszym planie wbrew pozorom nie był świat (tj. forma).

blade-1.png

Warto jednak film bronić ze strony technicznej, bo pod tym względem jest oszałamiający. Muzyka Zimmera jest tu cieniem Vangelisa (mimo że dobra, to nie brzmi oryginalnie, unikatowo), ale za to niemal każde ujęcie kamery jest małym arcydziełem, godnym powieszenia na ścianie/dania na tapetę komputera. Ostatecznie produkcja przypomina raczej dobre, sensacyjne science-fiction typu Edge of Tomorrow, Dystrykt 9 czy Łotr 1, niż ambitniejsze Ex Machina, Moon i pierwszy Blade Runner. Fani Lema i Dicka także będą zawiedzeni. Produkcja skierowana jest do ludzi, których zadowoli przepiękny film sensacyjny, osadzony w cyberpunkowym, dystopijnym świecie, jednak nic ponadto. Osobiście byłem rozczarowany, przede wszystkim z powodu bardzo wysokich oczekiwań, podniesionych przez scottowego Łowcę, których sequel nawet nie próbował spełniać. Ode mnie 6/10.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s