Co ma Llosa do Nabokova? Recenzja „Szelmostw niegrzecznej dziewczynki”

Co ma Llosa do Nabokova?

z18364172Q,Mario-Vargas-Llosa-z-zona-w-1967-roku
Mario Vargas Llosa z kuzynką/drugą żoną

Żeby w końcu sięgnąć po Llosę, nie przekonał mnie wyłącznie jego literacki Nobel. Przy przeglądaniu internetu natknąłem się na recenzję Johna Updike’a, w której porównuje on Peruwiańczyka do Nabokova. Pomyślałem sobie: „o! Lubię tego rosyjskiego świrusa, jestem zainteresowany” i w obawie przed ewentualnymi spojlerami fabularnymi/zabiegowymi/emocjonalnymi, przerwałem czytanie i zacząłem szukać książek Llosy w internetowych księgarniach. Jak można się domyślić, błędnie odłożyłem na bok Updike’a, wskazywał on jedynie na wpływ poglądów tych pisarzy na tworzone przez nich postaci. Prawdopodobnie uważał, że oboje są stronniczy. Z powiązań pomiędzy tymi autorami, warto jeszcze nadmienić, że Llosa otrzymał nagrodę PEN/Nabokov i cenił Rosjanina za jego wielojęzyczność, zresztą tak samo, jak naszego Conrada. Peruwiańczyk, pisząc na emigracji, nie przerwał pisania po hiszpańsku. Nabokov mieszkając już we Francji, został przekonany przez żonę Verę na zmianę z rosyjskiego na angielski z powodów komercyjnych. Z ciężkim sercem przystał na propozycję, lecz pieklił się o regres językowy do końca życia. Dodatkowo Mario Vargas Llosa ponoć wzorował się przy pisaniu „Prawdziwego życia Alejandro Mayty” na nabokovowskim „Prawdziwym życiu Sebastiana Knighta”. Jednak mimo ich niewielkich, trochę przypadkowych powiązań, zdarzyło mi się natknąć na opinie przyrównujące style pisarskie tych autorów. Były to jednak opinie mylące gęstą stylistycznie sztukę literacką z barwnymi, działającymi na wyobraźnię opisami Llosy. U noblisty nie możemy się tak bardzo rozkoszować stylem czy budową powieści. Jest ona mocno uproszczona, a piękne opisy, jakkolwiek przyjemne, są atrapą tego wyobrażonego przez czytelników stylu. Llosa pisze oszczędnie, ale działa na wyobraźnię. Nieudane są porównania do Nabokova, bo pisarze mają całkiem inne atuty. Uznałem, że przygodę z Vargasem Llosą rozpocznę od stosunkowo nowej i bardzo popularnej powieści „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki”, która sprawiała wrażenie odpowiedniej furtki do jego literackiego świata.

Recenzja „Szelmostw niegrzecznej dziewczynki”

439
Llosa, Paryż 1960 r.

Powieść od początku jest napakowana zdarzeniami, pojęciami, tłem środowiskowym i opisami. Najpierw wprowadza to mętlik, lecz z czasem staje się nawet przyjemne, bo pobudzające. Główną zaletą powieści jest tło. Akcja dzieje się w Limie, Paryżu, Tokio, Londynie i Madrycie i za każdym razem czuje się cały ciężar atmosfery, architektury nie tylko każdego z miast, ale nawet poszczególnych dzielnic i okresów w historii (może oprócz Tokio). Nic dziwnego, w końcu Llosa luźno oparł perypetie Ricardo Somocurcio na swoim życiu, gdyż w podobnym czasie przebywał w tych właśnie miastach. Rezydował głównie w wymarzonym Paryżu, w okresie rewolucji obyczajowej we Francji i zbrojnej w Peru, a okres boomu hipisów spędził w Londynie, przy dźwiękach Rolling Stonesów i Beatlesów.

Przejdę od razu do sedna w kontekście samej analizy powieści. Fabuła jest prosta, wręcz nieprawdopodobna w swojej prostocie i przypadkowości. Skoro linia fabularna kuleje, a nawet jest momentami ckliwa i niemożliwa, należy rozważyć, czy była to świadoma decyzja, a jeśli tak, to z jakich pobudek wynikała. Najpierw należy podkreślić, że nie jest to powieść erotyczna. Jest zbyt skupiona na tle historycznym, a ponadto nieliczne sceny erotyczne są raczej niewinne i piękne, aniżeli stymulujące. Powodem napisania przez Peruwiańczyka powieści są postaci – Ricardo i niegrzeczna dziewczynka (bez konkretnego imienia przez właściwie całą powieść). Llosa podejmuje się dokładnego określenia tych osób na przestrzeni całości ich życia z całym kontekstem historyczno-społecznym. Bierze pod uwagę postrzeganie siebie i bycie postrzeganym przez innych oraz wpływ dzieciństwa, rodziców, tożsamości narodowej i ogólnej filozofii życiowej dotyczącej pojmowania niuansów moralności. Całość tego zabiegu jednak nie dzieje się na naszych oczach, lecz między wierszami. Zwłaszcza zmiana narratora pierwszoosobowego Ricardo. Z racji tego, że ze swojego własnego punktu widzenia nie jest w stanie obiektywnie sam siebie określić, jako czytelnicy dowiadujemy się jakim jest człowiekiem poprzez jego interakcje z innymi, czyli poprzez dialogi. Wydaje mu się, że jego osobowość jest niepodatna na zmiany środowiska i wszelkie okoliczności. W końcu sam dla siebie jest spójną i integralną jednostką. Tak odważnie i skrupulatnie zbudowane postaci i dialogi, na których opiera się cały sens powieści, to jest doprawdy mistrzostwo i tu trzeba chylić czoła. Zwłaszcza że autor nie ułatwia interpretacji! Internet pełen jest negatywnych opinii dotyczących powieści. Nazywana jest bezsensowną wydmuszką, niezrozumiałe jest dla wielu przywiązanie Ricardo do dziewczynki oraz jego wypowiadanie się w jej kontekście, jak i również sens stworzenia tego dzieła.

fotonoticia_20161228130821_980
Mario Vargas Llosa i jego partnerka Isabel Preysler

Ricardo poznajemy jako pragmatycznego lekkoducha, który marzy jedynie, aby wyrwać się z Peru i pewnego dnia zamieszkać w Paryżu. Udaje mu się to bez problemu jeszcze w młodości, więc możemy rozumieć, że od tego momentu postrzega on swoje życie jako spełnione. Niezależnie od dalszych wydarzeń będzie względnie usatysfakcjonowany. Podejmuje pracę jako tłumacz i prowadzi skromne i szczęśliwe życie, będąc wdzięczny za samą możliwość rezydowania w Paryżu. Dziewczynkę spotyka w pierwszym rozdziale powieści, w dzielnicy Limy, Miraflores. Jest ona najbardziej popularną, najładniejszą dziewczyną w dzielnicy, a ponadto Chilijką, co dodaje jej atrakcyjności (jako towar rzadki i luksusowy, bo tak się właśnie lansuje). Okazuje się, że cała jej persona jest oszustwem, a dziewczynka pochodzi z biednej, peruwiańskiej rodziny. Chciała zaznać wesołego życia mimo przeciwności losu. Jej postać jest kontynuowana jako egoistyczna manipulatorka przekonana o sprawiedliwości swoich dążeń do wielkości. Spotykają się ponownie w Paryżu, ponieważ oboje obracają się w środowisku rewolucjonistów z Ameryki Południowej.

Powieść jest jednak zgoła nierówna. W połowie orientujemy się, że fabuła będzie już do końca schematyczna, działająca na zasadzie przypływów i odpływów szelmostw. Należy jednak pamiętać, że inaczej cały sens zostanie utracony. Fabuła jest tu w końcu jedynie gruntem pod rozwój opisywanych jednostek. Mimo to czuć utratę jakości, zwłaszcza w środku. Powieść staje się mniej angażująca i nieco ckliwa. Silnymi punktami są dialogi, szczególnie te, podczas których ważą się dalsze losy bohaterów, czyli ich spotkania po dłuższych przerwach. Bohaterowie uważnie dobierają słowa i badają się nawzajem, a zarazem czytelnik dowiaduje się kim są i jacy są.

fujimori-vargasllosa.jpg
Mario Vargas Llosa i Alberto Fujimori

W kontekście rozliczania dekad (tyle że Europy i Peru) w XX wieku, można „Szelmostwa…” porównać do „Forresta Gumpa”. Również mamy przekrój przez wydarzenia historyczne i kulturalne i ich wpływ na jednostki. Dla Llosy, oczywiście, kluczowa jest historia Peru, zwłaszcza że była doprawdy burzliwa. Jednak z tego powodu powieść kończy się przed ostatnią dekadą stulecia, ponieważ autor musiałby opisywać siebie – doszedł do drugiej tury wyborów prezydenckich w swojej ojczyźnie. Przegrał z Fujimorim, populistą, który wprowadził dyktaturę i przez całe lata 90. doprowadzał Peru do ruiny. Widać u Llosy zacięcie do politologii. Rzuca lekką ręką wyjaśnienia iluzji biedy w Peru, obnaża hipisów, krytykuje nowych intelektualistów francuskich (Foucault, Derrida), krytykuje buntowników itp. Tak samo lekko przychodzi mu stworzenie pełnokrwistych, zmiennych, złożonych, lecz niemal nieprzenikliwych postaci pierwszoplanowych, które on uważnie i naturalnie prowadzi. Nie ma tu miejsca na chaos, niepewność, czy nieumiejętność osadzenia w danym tle.

Llosa powiedział, że chciał napisać powieść o miłości w czasach wzrastającego konsumpcjonizmu, globalizacji i wśród narodowych i politycznych przetasowań. Miłość pozbawioną klasycznej, szczególnie południowoamerykańskiej retoryki i mitologizacji. Udało mu się przy tym przybliżyć historię Peru oraz klimat lat 50., 60., 70. i 80. w Europie. Jednak co najważniejsze, udało mu się stworzyć postaci, które stają się właściwie literackimi symulacjami prawdziwych ludzi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s