Film/Recenzje filmów

Absolutna wizualna deklasacja

„Twój Vincent” 

(2017), reż. Kobiela, Welchman

Próżno szukać hołubiącej film recenzji. Wszystkie są bardzo wyważone, przypominające o mankamentach, zaniedbaniach i złych decyzjach. Z tego powodu na film szedłem raczej niemrawo. Bardziej z ciekawości, niż z czystej chęci, przeświadczony, że fama filmu bierze się jedynie z faktu polskiej koprodukcji oraz tytanicznej pracy przy nim wykonanej. Okazało się, że jest całkowicie inaczej! „Twój Vincent” nie tyle broni się swoją warstwą wizualną, ile absolutnie deklasuje wszystko co dotychczas widziałem.

5

Żaden film nie zrobił na mnie dotąd tak wielkiego wizualnego wrażenia. Wypowiedzi przyrównujące aplikacje smartfonowe (Prismę?) do tego, co zostało mi pokazane, były całkowicie nietrafione. Takie wrażenie mogły dawać twarze aktorów, które przecież powinny być swobodne w swojej mimice. Cała reszta, włącznie z ubiorem postaci była jakby żywcem wyjęta z obrazów Van Gogha. I tutaj także nietrafione były pewne negatywne opinie, mówiące o zarżnięciu ducha obrazów, poprzez ukazanie ich trójwymiarowo. Obrazy zostały bardzo gustownie i starannie wkomponowane w opowiadaną historię, zaburzały swoim nieporządkiem i koślawą perspektywą oglądane kadry filmu. Ich smutek korespondował z melancholią fabuły, były nawzajem siebie dopełnieniem. Warto ściągnąć sobie Prismę, żeby przekonać się jak bardzo beznadziejna jest to aplikacja.

Arles-Café-Terrace-at-Night-WEB

Z racji tego, że życie holenderskiego malarza było dość enigmatyczne i wciąż niewiele o nim wiemy, twórcy wykorzystali jego obrazy do opowiadania historii. Wierząc, że każda sportretowana osoba i namalowany pejzaż czy wnętrze były w jakiś sposób istotne dla Van Gogha, można było wymyślić do nich fabułę. Tym samym pozwolić malarzowi opowiedzieć swoją historię, stworzyć wrażenie jakoby obcowania z intymną sferą życia artysty. W ten sposób wiele sławnych obrazów zostało zgrabnie zagospodarowanych jako tła dla poszczególnych scen.

loving-vincent

Głównym punktem krytyki filmu jest jego fabuła. Trzeba się zgodzić z tym, że jest dość prosta i płytka i ostatecznie rozczarowująca. Jednak uproszczenie fabuły do niemalże minimum okazało się najpierw bardzo pomocne. Urzeczony częścią wizualną w ogóle nie mogłem skupić się na czymkolwiek innym. Kręciłem głową, chcąc dokładnie zobaczyć każdy fenomenalnie zrealizowany kadr i nie wiedziałbym, co się dzieje w filmie, gdyby nie dało się nadążać za akcją, słuchając aktorów półuchem. Fabuła jednak, mimo tego, że rozczarowująca, nie jest wcale taka zła. Ktoś trafnie zauważył, że pomysłem przypomina „Rashomon” Kurosawy. Co śmieszne, jest to trochę krzywdzące dla filmu Kobieli i Welchmana, ponieważ japoński klasyk mimo, że pomysł miał świetny, to jego przedstawienie było szokująco nieumiejętne. W „Twoim Vincencie” historia poszukiwania obiektywnej prawdy wśród opinii skażonych indywidualną percepcją jest bardziej subtelna i interesująca, a nie łopatologiczna i przedstawiona z wdzięcznością młota. Tak czy inaczej, oprócz zaledwie dobrego scenariusza, średnie aktorstwo to jedyny rażący mankament tej produkcji. To obowiązkowa pozycja dla każdego entuzjasty nie tylko kina, lecz sztuki w każdej formie. Ode mnie 8/10.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s