Pochwała pasji

BLOK 99

(2017), reż. Zahler

„Blok 99” jest przede wszystkim hołdem dla grindhouse’u i kina klasy B. Im wcześniej widz będzie o tym wiedział, tym lepiej dla niego. Zahler nie uderza jednak w autoironiczność, jak zdarzało się to Tarantino czy Rodriguezowi, ani nie tworzy też kultowego potworka wynikającego z braku pewnych zdolności artystycznych. Z pełną świadomością buduje on swoją wulgarną podróż, osadzając ją w gatunku kina eksploatacji, wybierając z niego jego najsilniejsze i najwymowniejsze elementy języka filmowego. Historia jest przez to prosta i pełna przemocy, a postaci toporne i wyciosane ze sztampowych schematów. Produkcja nie opiera się jednak wyłącznie na hołdowaniu pasjonatom z ery grindhouse’u – „Blok 99” bez problemu broni się jako samodzielny film. Jest to swoista droga krzyżowa wciśnięta w filmowe stereotypy gangsterki, sensacji i więziennictwa.

brawlincellblock-820x490.jpg
Bradley Thomas (Vince Vaughn) jest osobą religijną, odznaczającą się wielkim zaufaniem i miłością do swojego kraju i jego instytucji. O jego tradycyjnych poglądach przypominać nam będzie przez cały film wielki krzyż wytatuowany z tyłu jego głowy. Patriotyczne zapędy Bradleya będą także początkiem jego kłopotów, które rozpoczną cały dalszy ciąg zdarzeń. W pewnym momencie musi zdecydować – dbanie o swój interes, czy zadbanie o interes państwa. W miarę rozwoju fabuły poddawany jest on coraz to trudniejszym próbom, a widzowie wnikają w coraz to głębsze kręgi piekielne. Obserwujemy jak wypaczony amerykański sen z pierwszej części filmu zaczyna rozpływać się na naszych oczach, a bohater tracić wiarę w swoje wartości. Zarazem z początku stonowana i neutralna formalnie produkcja rozwija się w stronę mrocznych klimatów gore, przemocy i bijatyk. Od tego momentu rozpoczyna się swobodna zabawa z gatunkiem i oglądamy głównie odrażające, silne w wymowie bójki, w których kości łamią się jak zapałki, a zęby fruwają w lewo i w prawo.

brawl_in_cell_block_99_fight_scene

Vince Vaughn pokazuje, że niedaleko mu do Bena Stillera czy Owena Wilsona, którzy bez problemu poradzili sobie poza komedią – zagrana przez niego postać statecznego, nieustępliwego twardziela jest bardzo przekonująca w swoich dążeniach. Warto pochwalić też ujęcia, które są odpowiednio otwarte, schludne i wprowadzające porządek, co pomaga w odbiorze filmu. Podobać się może również nienużąca choreografia bójek, co ostatnio jest bardzo rzadkie; jest ona zarazem odrobinę prześmiewcza i nawiązuje w swoistej filmowej naiwności do klasyków kina klasy B. Film zahacza także ździebko o tematykę polityczną. Tradycyjne wartości i zaufanie do państwa, które napędzają wszystkie działania Bradleya, padają jak domek z kart w obliczu napotkanych na drodze okrucieństw i bólu, nielegalnie zaserwowanych przez instytucje państwowe.

Dla miłośników wszelkiej ślamazarnej pasji artystycznej oraz kina klasy B film wywindować może nawet do miana arcydzieła i produkcji kultowej. Dla mniej entuzjastycznych i bardziej wstrzemięźliwych w pochwałach widzów, takich jak ja, będzie to po prostu przyjemna i ciekawa rozrywka. Ode mnie 7/10.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s