Co ma Ionesco do Camusa, czyli „Samotnik”

 

eugene-ionesco1.png

Przy Ionesco mamy taki sam kłopot jak z jego koleżką Albertem Camusem. Mianowicie obaj w opozycji do Jean-Paula Sartre’a odcinali się zdecydowanie od egzystencjalizmu, głosząc jednak idee zgodne z tym nurtem. Uważali się oni nie za egzystencjalistów, lecz za absurdystów, zwracali uwagę na absurd istnienia. Jak to się różni od sartre’owych rozważań? Nijak. Cała trójka rdzeń przesłania miała taki sam, dlatego wrzucono ich, słusznie zresztą, do jednej szufladki z napisem „egzystencjaliści”. Problemem były jednak zdecydowane polityczne działania Sartre’a, który nie tylko nazywał się marksistą, lecz walczył na ulicach, w pochodach i nawoływał do poparcia partii komunistycznych. Camus nie opowiadał się konkretnie po żadnej stronie, sprawy polityczne były dla niego mniej interesujące, zwłaszcza w obliczu absurdu egzystencji. Popierał jedynie walki narodowowyzwoleńcze, rebelie itp. Sprawy społeczne sprowadzał do umiłowania wolności, zachęcał do każdej wspólnej walki, która łączyła świadome jednostki we wspólnoty.

Tak więc Camus zaznaczał, że egzystencjalistą nie jest, co wtedy oznaczało, że jest nim w naszym i ogólnym znaczeniu tego pojęcia, ale nie popiera marksistowskich ciągot starszego kolegi. Należy zrozumieć, że Jean-Paul Sartre był w opinii publicznej de facto personifikacją ówczesnego egzystencjalizmu. Warto też pamiętać, że egzystencjalizm był w ówczesnej Francji modą, czymś trendy. Słowem „egzystencjalny” określało się dobrych jazzmanów, malarzy czy pisarzy.

Eugene Ionesco jednak robi konkretny wyłom w tym całym camusowym absurdyzmie. Bliżej mu do młodego francuskiego dandysa, zgadza się, ale przecież coś mu w tym wszystkim nie pasuje. „Po co te walki narodowowyzwoleńcze? Przecież skazany na świadomość i wolną wolę, i w obliczu absurdu bezsensownego istnienia, nie mam zamiaru ginąć za wspólnotkę, którą mam gdzieś” – możemy podejrzewać, że myśli Ionesco. Przecież przekonanie o walce Camusa bierze się być może z jego algierskiego pochodzenia (wtedy nieustannie walczącego o swoją tożsamość narodu), umiłowania sportów zespołowych i przebojowej natury. Ionesco nie szukał rozwiązania, jak mu współcześni, lecz wciąż przypominał o absurdzie i bezwartościowości ludzkiego istnienia. Dla niego nie było żadnej wartości ponad. Nawet u egzystencjalistów jest to rzadkie, w końcu człowiek czuje zwykle potrzebę wypełnienia misji, zmienienia czegoś. Ionesco sedno swojej myśli zawarł w jedynej powieści, „Samotniku”. Z tego miejsca chciałbym z przykrością odnotować, że książka została na tylnej okładce określona mianem „pseudofilozoficznej” przez jakiegoś niekompetentnego pracownika PIW-u. Wydaje mi się, że takie odważne założenie wydawcy bierze się z jednej konkretnej sceny z mniej więcej połowy książki. Główny bohater dzwoni do znajomego filozofa i dowiaduje się, że jego osobiste rozterki zostały już dawno temu poddane analizie przez tuzy zawodowej filozofii. Nie deprecjonuje to przecież jego własnych spostrzeżeń. Wiedza filozoficzna wynikać powinna wpierw z prostych obserwacji, dobra filozofia szuka odpowiedzi na istniejące już pytania, a nie tworzy nowe. Zbagatelizowanie przez kolegę filozofa problemów protagonisty nie deprecjonuje jego rozważań, zwłaszcza że ma być on ideowym alter ego Ionesco. Ta scena ma raczej pokazać klasyfikowanie i nadmierne analizowanie szalenie ważnych i złożonych problemów filozoficznych, co doprowadziło do zdystansowania i zobojętnienia społeczeństwa, a zwłaszcza inteligencji na te kwestie.

W „Obcym” Camusa widać podobieństwo do „Samotnika”. Jest jednak między tych powieści głównymi bohaterami zasadnicza różnica. Gdy młody algierski pisarz tworzył swoją postać, robił to w oparciu o swoją filozofię absurdu, w której człowiek w obliczu wszechświata jest niczym. Jednak jako osoba sympatyczna, społeczna, ceniąca kolektywy i walkę, nie mógł swojej postaci przedstawić wiarygodnie. Pierwsze wersety „Obcego” sucho mówią, że nasz protagonista nie pamięta kiedy dostał wiadomość o śmierci matki. Swoje dni spędza wyglądając przez okno, jest niezainteresowany otaczającymi go wydarzeniami i w ten sposób daje się wplątać w świat zbrodni. Sprawia wrażenie apatycznego do bólu, oderwanego od rzeczywistości i nawet niezainteresowanego czy będzie żył, czy nie! Tak wyobcowana postać, świadoma bezsensu istnienia jest jednak dalej człowiekiem i jej marazm wydaje się nierealny. W „Samotniku” natomiast mamy bohatera dogłębnie ludzkiego, niemalże zwierzęcego, tj. nastawionego na zaspokojenie głównie żądz ciała. Camus zrezygnował z przedstawienia człowieka jako przede wszystkim zwierzęcia i pokazał go jako stworzenie należące do społeczeństwa.

o-EUGENE-IONESCO-facebook

Akcja „Samotnika” zaczyna się od otrzymania przez nienazwanego, 35-letniego bohatera spadku. Suma spadku też nie jest podana. Zamysł jest taki, że jest to nieograniczona suma, która na zawsze uwalnia człowieka od przymusu pracy zawodowej. Tak więc samotnik żegna się z kolegami i koleżankami z pracy, w tym z byłą miłością, i kupuje mieszkanie w stosunkowo biednej i peryferyjnej dzielnicy Paryża. Tam wprowadza się, kupuje meble, szuka restauracyjki, w której może się stołować itp. Rozpoczyna prowadzenie egzystencji uniezależnionej od innych ludzi. Prowadzi swoje rozważania, filozoficzną zadumę, która wypełnia w większej części książkę. Oddaje się piciu dużych ilości wina i brandy, spożywaniu sytych posiłków i przesypianiu dni. Zamierza się co jakiś czas, aby odwiedzić starych znajomych, albo nawet pójść do kina, nadgonić literaturę itp., lecz nigdy tego nie robi. Jego dywagacje filozoficzne czasem stają się coraz bardziej abstrakcyjne, szukające dalszego sedna rzeczy, jednak samotnik nie dochodzi do żadnych konkretnych wniosków. Ubolewa jedynie, że jest zbyt mało wyedukowany i oczytany. O zbliżeniu postaci samotnika i Ionesco możemy wnioskować po wypowiedzi w jego autobiografii: „Zawsze próbowałem żyć, ale życie mnie ominęło. Myślę, że większość ludzi to odczuwa. Aby zapomnieć siebie, trzeba nie tylko zapomnieć o własnej śmierci, ale zapomnieć, że ukochani umrą, a świat się skończy. Myśl o końcu wypełnia mnie boleścią i wściekłością. Nigdy nie byłem naprawdę szczęśliwy, z wyjątkiem kiedy byłem pijany”.

Ionesco przypomina też kluczową na początku kariery Sartre’a defamiliaryzację. Przedstawienie przedmiotu czy zjawiska w taki sposób, że staje się on obcy, ukazany na nowo. „Wyrwany nagle z korzeniami i wpakowany w zwykłość, znajdowałem się w innym świecie. Jak gdyby świat mógł być zwykły! Jak gdyby świat mógł być normalny! Jak gdyby naturalnym było czuć bicie swojego serca i oddychać! Spoglądałem na przedmiot znajdujący się przede mną. Metr siedemdziesiąt wysokości, metr dwadzieścia szerokości, z dwuskrzydłowymi drzwiami, które można otwierać. Wewnątrz były deski, na nich zawieszone ubrania, moje, i bielizna, moja, ułożona na deskach. Oczywiście, gdyby mnie ktoś spytał co to za przedmiot, odpowiedziałbym, że to szafa. Ale to nie była już szafa, nie mogłem już uważać naprawdę, że to szafa, a przecież nie było to nic innego. Byłbym mógł odpowiedzieć wszystkim, że to szafa. A przecież słowa kłamią. Nie tylko przedmioty nie były tymi samymi przedmiotami, ale słowa nie były już tymi samymi słowami. Słowa wydawały mi się fałszywe. Przedmioty straciły, wydawało mi się, swoją funkcję”. Defamiliaryzacja zachęca do odmiennej percepcji czegoś, co jest już znane. Ionesco pragnie, aby spojrzeć w ten sposób na zastany porządek, politykę, społeczeństwo itp.

Jednak usuwając na bok dywagacje egzystencjalne i filozoficzne, które można wałkować w nieskończoność, na pierwszy plan wysuwa się kolejny kluczowy wątek. Wątek rewolucji. W końcu zajmuje ona większą i ważniejszą część książki. Po jej wybuchu samotnik zbiera zapasy na wiele lat i nie wyściubia nosa za drzwi. Mieszkanie staje się jego bunkrem. Chce być dalej niezależny od wspólnoty; żyć jako osobna jednostka. Przez kilka tygodni przed rozpoczęciem walk widzi na ulicach uzbrojonych ludzi, czuje poruszenie. Pod wpływem chęci niesienia pomocy, bierze nawet udział w zamieszkach na pewnym dużym placu. Widzi, że zebrani ludzie tłuką się naokoło, wykrzykuje: „Wysłuchajcie mnie, dogadajcie się ze sobą […] Wszystko można załatwić polubownie” oraz „[…] wybierzcie delegatów. Dajcie delegatom instrukcje. Widzę, rozumiem, wcale nie chcecie się dogadać […]”. Ludzie jednak odpowiadali mu, że walczą o swoją wolność i o swoje prawa i dalej roztrzaskiwali sobie nawzajem głowy. „Ci, którzy padali z roztrzaskanymi głowami, mieli miny wniebowzięte. Ci, którzy roztrzaskiwali głowy innym, mieli miny zwycięskie i uszczęśliwione. Zdarzało się, że im również roztrzaskiwano potem głowy”. Jakiś mężczyzna wyjaśnia mu, że trwa wojna domowa, ktoś inny krzyczy, że nie mogli już wytrzymać dłużej i muszą zabijać. Następnie Ionesco podsumowuje swoje zdanie odnośnie do rewolucji: „Nie wystarczy wam zmiana instytucyj. Wszystkie instytucje i wszystkie społeczeństwa są złe. Czytajcie prasę. Czy są dobre? Czy są dobre społeczeństwa? Wojna to święto, święto, którego chcecie… Czy wiecie – zawołałem jeszcze – że w Meksyku jedyne wesołe pieśni to pieśni rewolucyjne? Rewolucje dla jednych, rewolucje dla drugich, wszelkie możliwe rewolucje. Rewolucje za, rewolucje przeciw, to nieważne. Byleby tylko zabijać i dawać się zabijać. Ja wiem, że życie nie istnieje. Ja wiem, że nic nie istnieje naprawdę. Widzę, że wszystko się porusza i wali pałkami po łbach. Nieistnienie jest krwawe. My nie żyjemy. To dziwne. […]. Po monologu samotnik orientuje się, że jest na placu sam. Podchodzi do niego starzec i oznajmia, że to wszystko, co właśnie widział, działo się dwieście lat temu i stoi na Placu Rewolucyjnym. Mówi również, że „istnieją inne instytucje, które będziemy zwalczać. Ale jeszcze nie dziś. Może jutro. Może to było wczoraj”. Powyższy fragment jest oczywiście krytyką wszystkich wyniszczających walk rewolucyjnych na tle ideologicznym, tożsamościowym itd. Należy przypomnieć, że w czasie kiedy wyszła powieść, wiele państw, ludów, społeczności walczyło o swoją niepodległość i prawa. Temat więc był gorący.

pobrane (6)

Samotnik nie rozumie i spłyca (być może słusznie) rewolucje bowiem nie wyznaje żadnych wartości, o które mógłby walczyć. Jest w końcu człowiekiem przede wszystkim jako istota żywa, stworzenie. Jest głęboko oddzielony od społeczeństwa i chce, żeby tak pozostało. Od kilku lat jest już odizolowany od ludzi i odczuwa odcięcie się od ludzkich więzi. Defamiliaryzuje je: „Co zrobić, żeby zbliżyć się do nich? Dla mnie to marsjanie, ci moi bliźni! Czy to oni są za szybą w zoo, czy to ja jestem? […] przestałem chwytać sens ich mowy. Słowa stały się dla mnie niezrozumiałe. Pokrzykiwania. Słowa opróżniały się z wszelkiej substancji niby łupiny tracące zawartość. Hałas”. Należy tutaj przypomnieć jeden z pierwszych dramatów pisarza. „Łysa śpiewaczka” to parodia dramatu, ukazująca ludzkie życie jako szereg automatyzmów, a język jako bezsensowne fragmenty zdań. Państwo Smith dukają banały, a odwiedzający ich Martinowie rozmawiają między sobą jak nieznajomi, zanim orientują się, że żyją w tym samym domu i mają dziecko. Ostatecznie dialog pomiędzy nimi staje się niezrozumiałym dźwiękiem.

Kluczem do zrozumienia powieści nie tylko w kontekście jej samej w sobie jako dzieła sztuki, lecz powieści jako komentarza i spuścizny swojej generacji, jest zrozumienie czemu Jean-Paul Sartre tak intensywnie zajmował się polityką. Przecież twierdził, że „niebo wartości zwierzchnich jest puste” a człowiekowi nic nie jest dane. Że człowiek powinien być całkowicie i bezwzględnie wolny. W imię jakich wartości walczył, skoro twierdzi, że żadnych nie ma? Ponieważ zdawał sobie sprawę, że ludzka egzystencja jest również zależna od problematyki historyczno-społecznej. Wolność nie zależy tylko od świadomości człowieka o jego losie, lecz również od jego działań w określonych realiach społeczno-politycznych. Więc zasada całkowitej wolności jednostki, zależnej jedynie od nieograniczania wolności innych obywateli nabiera innego wymiaru. Przekłada się teraz na krytykę kapitalizmu, który pełen jest wielorakich form ucisku człowieka przez innego człowieka. Stąd sartre’owa gorliwa walka o bezklasowość i marksizm w powojennej Francji. W jego rozumieniu była to walka o bezcenną wolność. Ionesco w obliczu problematyki społecznej w kontekście egzystencji obierał więc taktykę nie ataku, lecz odwrotu. Rozumiał obłudę i błędne koło rewolucji, choćby zwracając uwagę na przykład Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Nie akceptował więc rozwiązań ani Sartre’a, ani Camusa.

Wydaje mi się, że „Samotnik” jest dla Ionesco niemożliwym do realizacji pragnieniem, w którym nieskończona ilość pieniędzy pozwala na wycofanie się z gier, walk i niuansów życia w społeczeństwie. Jednocześnie pokazuje, że pozbawiona konkretnego celu egzystencja staje się zwykłym zaspakajaniem żądz ciała i umysłu, czyli prowadzi do niczego. Samotnik traktuje pracę zawodową i życie towarzyskie jako coś, od czego musi uciec. Gdy mu się to udaje, znajduje się w miejscu tak samo bezsensownym, lecz tym razem bezsens nie jest ukryty i podświadomy, lecz bezpośrednio namacalny. Ionesco obnaża istnienie człowieka w całości i wskazuje, że rozwiązania sensu bytu nie ma. Bardzo przykra i dosadna wiadomość.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s