Exploitation flick

REVENGE

(2017), reż. Fargeat

revenge-3

W dzisiejszych czasach czerpanie z kina eksploatacji stało się czymś normalnym. To, co niedawno było u Tarantino rewolucyjnym, postmodernistycznym pastiszem, teraz stało się osobnym gatunkiem. Kluczowe jednak w tym wszystkim jest rozgraniczenie pomiędzy kinem eksploatacji a jego ironizowaniem. Filmy z gatunku eksploatacji poprzez sceny seksu i przemocy oraz tanie emocjonalne chwyty miały odwoływać się do pierwotnych instynktów. Ważne było również, aby takie produkcje wykorzystywały aktualne nastroje, niepokoje albo istotne polityczne wydarzenia. Nie byłoby w tym nic nadzwyczaj złego, gdyby nie to, że poza tymi elementami, nie było w tych filmach niczego więcej. Koszmarne dialogi, sztampowa fabuła, brak pomysłu na rozwiązywanie akcji, nuda i nielogiczności – poza ekscesywną przemocą to znaki rozpoznawcze kina eksploatacji. Mimo to po dziś dzień urzeczeni ich energią są współcześni artyści, tacy jak Quentin Tarantino, S. Craig Zahler, czy Jeremy Saulnier. Ważne jest jednak, że w swoich filmach ironizują oni ten nurt poprzez połączenie jego najciekawszych i najbardziej rozpoznawalnych elementów (eksplodujące głowy, golizna, żenujące one-linery, tryskająca krew, ekscesywna przemoc itp.) z czymś, co w literaturze nazywa się „mistrzostwem wykonania”. Chodzi o to, że przeplatają oni pozytywne i negatywne wartości artystyczne, aby z czegoś na ogół nieudanego zrobić coś dobrego, a zarazem puścić oczko do wszystkich, którzy wiedzą, o co chodzi.

2018-05-12-50.png

Ten przydługi wstęp potrzebny jest mi po to, żeby zaznaczyć różnice pomiędzy ironicznym i nieironicznym kinem z pogranicza eksploatacji. „Revenge” jest bowiem filmem na wskroś nieironicznym. Fatalny scenariusz, półgoła baba, krwawa, acz nudnawa akcja i cyniczne żerowanie na aktualnych politycznych nastrojach – to w skrócie debiutancki film Coralie Fargeat. I ciężko tak naprawdę powiedzieć coś więcej, bo już samo określenie gatunkowe „rape-and-revenge” jest masywnym spoilerem. Co prawda, nie każdy film musi być nowatorski albo zaskakujący, ale wtórny pomysł mógłby być chociaż interesująco przedstawiony, żeby przynajmniej widza nie nudzić.

Niektóre sceny, w których jedna osoba otwiera usta i próbuje powiedzieć coś do drugiej, są tak sztampowo napisane i niezgrabnie przedstawione, że potrafią przyprawić widza o ciarki wstydu. Wiele momentów jest całkowicie nielogicznych i nietrzymających się kupy, po prostu obrażających swoją kreskówkową naturą. Rozczarowują także kluczowe dla filmu sceny konfrontacji, kończące się zwykle ciuciubabką i bieganiem w kółko z oczywistym zwycięzcą. Jest też dużo krwi, dużo otwartych ran i dużo grzebania w krwawych, otwartych ranach, co jest akurat najsilniejszym aspektem filmu i najlepszym wykorzystaniem swojego gatunku. Niemniej jednak „Revenge” to tylko kiczowaty, nudny i ordynarny rape-and-revenge. Poza niezłymi kadrami, muzyką oraz obiecującym początkiem to film właściwie niewart uwagi. Ode mnie 3/10.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s