Film/Recenzje filmów

Na skrzydłach entuzjazmu

HAN SOLO: GWIEZDNE WOJNY – HISTORIE

(2018), reż. Howard

MV5BMjAwOTUyMzQ3MV5BMl5BanBnXkFtZTgwODgzNTE1NTM@._V1_SX1500_CR0,0,1500,999_AL_

Jestem w stanie zrozumieć krytykę większości filmów. Elementy, które uważam za znośne albo wręcz za pozytywne, mogą po prostu nie spodobać się innym odbiorcom. Stąd rozumiem negatywne opinie w stosunku do „Nieodwracalne”, „Nigdy cię tu nie było”, „Anihilacji”, czy nawet „Moonlight”. Są jednak takie filmy, w przypadku których nie umiem dopatrzyć się, co mogło spowodować u kogoś wystawienie niskiej oceny. Miałem tak przy okazji „Good Time” braci Safdie, „W imię” Szumowskiej (rozumiem, że kontrowersyjny temat, ale przedstawiony mistrzowsko i z czułością), a teraz także w przypadku nowego starwarsowego prequela Rona Howarda. Może to kwestia wrażeń i euforycznych emocji, które zostają z widzem po filmie, ale na chwilę obecną uważam „Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” za najlepszy film z uniwersum „Gwiezdnych wojen”.

MV5BMjMwOTI0Njc5OV5BMl5BanBnXkFtZTgwMDkzNTE1NTM@._V1_SX1500_CR0,0,1500,999_AL_
Film nie wpasowuje się jednoznacznie w żaden z dwóch sposobów odświeżania kultowych postaci z uniwersum, znajduje się gdzieś pośrodku. Nie unika sentymentalizmu i znanych szablonów, ale rozwija też znaną z „Łotra 1” powagę i przyziemność, udanie kontrastującą ze znanym nam fantastycznym światem sci-fi. Panowanie Imperium jest tu zwyczajnym, politycznym reżimem, jego armia składa się zachęconych reklamą i wzniosłą muzyczką ochotników, a szturmowcy zajmują się kontrolą w porcie kosmicznym. Dzięki temu zabiegowi autentycznie odczuwa się dramaturgię scen akcji i trud, z jakim muszą mierzyć się bohaterowie. Nikt nie jest tu wybrańcem, bogiem, rycerzem Jedi ani najważniejszym dla franczyzy bogaczem w metalowym kostiumie. Przez większą część filmu akcja dzieje się gdzieś na zapleczu wielkiej, galaktycznej polityki. Młody szmugler to młody szmugler – częściej musi nadrabiać miną i przebojowością, nie próbuje z kilkoma kumplami obalić całego Imperium. Dlatego też, mimo że Han Solo to główny bohater, częściej jest ledwie pionkiem w gangsterskich porachunkach, w które się wplątał. Nie znaczy to, że nie jest ważny dla historii, perypetie nieopierzonego łotrzyka są motorem napędowym całego filmu.

MV5BMTc4MjUzMDMyNF5BMl5BanBnXkFtZTgwNDUzNDUyNTM@._V1_SX1777_CR0,0,1777,744_AL_

Aby zdobyć pieniądze potrzebne do ponownego zjednoczenia się ze swoją ukochaną Qi’rą, bierze udział w brawurowym skoku na pociąg. Z jednej strony nic nowego pod słońcem, z drugiej jednak napad na pędzący z zawrotną prędkością i pilnie strzeżony pociąg, na który czyhają także inne grupy rzezimieszków to sensacyjny samograj. Twórcy dodają jednak jeszcze więcej. W ten sposób już na początku pokazują, że nie boją się sięgać po radykalne środki na rozwiązanie akcji – bardzo chętnie biorą utarty schemat i obracają go do góry nogami, zostawiając przy okazji widza ze szczęką na podłodze. Ten motyw towarzyszy przez większość filmu – sięgnięcie po strzelbę Czechowa, odwołanie do szablonu, odświeżenie klasyki, robione jest po to, aby albo je spektakularnie zburzyć, albo idealnie wykorzystać. Twórcom udaje się w efekcie oszołomić i wbić w kinowy fotel zanudzonego marvelowymi schematami widza. Miłośnik uniwersum znajdzie tutaj także multum odniesień do wcześniejszych części i wyjaśnienia wszystkich tajemniczych elementów Hanowej przeszłości.

Jednym z najjaśniejszych punktów filmu jest grający tytułową postać Alden Ehrenreich. Mimo że moją ulubioną postacią starej trylogii był właśnie Han Solo, nie miałem szczególnych obaw odnośnie do castingu. I słusznie, młody aktor tworzy tu równie przebojową, luzacką postać, co Harrison Ford, a ponadto swoją niezwykłą charyzmą i naturalnością kradnie dla siebie każdą scenę filmu. Niezwykła jest też energia, jaką czuć przy spotkaniu Hana z Lando Calrissianem, w którego wcielił się bardzo popularny teraz Donald Glover. Ich wspólne sceny pełne młodzieńczej rywalizacji, buńczuczności i przechwałek są najprzyjemniejszymi i najzabawniejszymi chwilami filmu.

MV5BMTg5NTg2OTk2MF5BMl5BanBnXkFtZTgwMDIxMTQ3NDM@._V1_SX1777_CR0,0,1777,792_AL_

Scenarzyści zgrabnie łączą oszołamiającą akcję, niesztampowe i autentycznie angażujące relacje między bohaterami, a także chronologiczne umiejscowienie i odniesienia do reszty uniwersum. Ponadto wspaniale nakreślone są pełnokrwiste postaci, które poznajemy przede wszystkim po ich zachowaniu i podejmowanych w obliczu kryzysu decyzjach. Rzadko zdarza mi się seans, podczas którego nie tylko ani przez chwilę się nie nudziłem, ale też z niecierpliwością oczekiwałem na dalsze wydarzenia. Mam nadzieję, choć raczej płonną, że komercyjny sukces generycznych i kreskówkowych „Avengersów” nie wpłynie na decyzje podejmowane przy tworzeniu kolejnych produkcji ze świata „Gwiezdnych wojen”. „Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” to mój ulubiony film uniwersum, a także jedna z najlepszych rozrywkowych produkcji, jakie widziałem. Ode mnie 8,5/10.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s