3 najważniejsze filmy ostatniego półrocza

W związku z morderczą sesją i morderczym mundialem musiałem chwilowo zawiesić działalność blogową. Obecnie mogę wrócić już do świata żywych i rozpocząć pracę nad tekstami związanymi z kulturą, z którą miałem szczęście w ostatnim czasie obcować. Poza tym mam dla Was kilka prac z obszaru filozofii i oczywiście wiele pięknych, modernistycznych obrazów. Na początek jednak, z racji tego, że niedawno minęło pierwsze półrocze roku 2018-ego, pomyślałem, że przedstawię jakieś zestawienie filmów, które mogliśmy w nim obejrzeć. Zamiast rankingu produkcji najlepszych czy najgorszych, polskich czy zagranicznych, postanowiłem zrobić zestawienie najważniejszych według mnie filmów zeszłego półrocza. Jest bardzo krótkie, bo filmów naprawdę ważnych było jednak stosunkowo niewiele (a przynajmniej niewiele widziałem). Kolejność nieistotna:

34344294_10214649851672386_7322680482448015360_n

NIGDY CIĘ TU NIE BYŁO

Film ważny, bo zrobiony odważnie i bezkompromisowo. Lynne Ramsay, jak pisałem na łamach ArtPapieru, nie zamierzała ani o jotę zmieniać swojej autorskiej wizji. Dzięki temu otrzymaliśmy film zrobiony w całości w sposób dość ryzykowny formalnie. Ramsay miała tu konkretny cel – cały język filmowy podporządkować fabule. Innymi słowy, Ramsay uczyniła formę służebną treści. To jednak nie wszystko. Trzeba zwrócić uwagę, jakie znaczenie ma dla filmu jego główny ciąg zdarzeń. Sam w sobie jest nieistotny, służy nam jedynie do zrozumienia prowadzonego między wierszami i w retrospekcjach ukrytego wątku. Tym samym fabuła sama staje się służebna, zostaje przez widza wykorzystana do indywidualnego dopowiedzenia sobie faktycznej historii naszego protagonisty. Cieszy mnie, że taki odważny i nieoczywisty scenariusz został doceniony w Cannes, bo to doprawdy majstersztyk. Film uważam za bardzo ważny artystycznie, którego sukces może ponadto zachęcić niepewnych reżyserów do urzeczywistniania swoich autorskich wizji.

annihilation.png

ANIHILACJA

Bardzo obszerną analizę „Anihilacji” przeprowadziłem przy okazji jej premiery, na łamach ArtPapieru. W kontekście jej wagi dla gatunku pisałem tam jednak dość niewiele, zaznaczając oryginalność i ucieczkę od przewałkowanego do porzygu wątku sztucznej inteligencji. Mimo to należy zwrócić uwagę, że Alex Garland swoje ostateczne wnioski ma podobne do twórców podejmujących temat AI, w tym także jego samego kilka lat wcześniej. Jego „Ex Machina” jest w końcu według wielu osób opus magnum całego nurtu. Nowatorstwo „Anihilacji” jednak zawiera się nie tylko w osobliwej warstwie wizualnej i niedeklaratywnym dezorientowaniu widza wydarzeniami w strefie, lecz przede wszystkim w podjętym temacie. Kwestia człowieczeństwa w kontekście biologii, tj. de facto materii jest tematem podejmowanym rzadko, szczególnie dlatego, że myśl technologiczna rozwinęła się ostatecznie w diametralnie odmiennym kierunku, niż wielu zakładało. W moim odczuciu innym ważnym powodem jest jednak bardzo dobitne podkreślenie braku wartości ludzkiego rozumu i jakiejkolwiek sfery duchowej w kontekście faktycznej naukowej i materialnej budowy naszych ciał. Przy okazji podjęcia tematu AI, wnioski są podobne, nie są jednak tak uderzająco nihilistyczne i skupiają się głównie na moralnej i etycznej sferze technologicznej reprodukcji ludzkiego rozumu. To spojrzenie przedstawiłem jednak w powyżej przytoczonym tekście. Tutaj należy zaznaczyć w jakim sensie istotne jest podniesienie tematu ludzkiego umysłu – w kontekście AI jest to temat ważny socjologicznie, natomiast w sferze biologiczności ważny filozoficznie. Chodzi o to, że w tym drugim przypadku pozbywamy się całej otoczki, wszystkich wątków pochodnych, wszelkiej moralności, która spoczywać mogłaby po stronie człowieka. Nie zastanawiamy się nad stanem dzisiejszego społeczeństwa ani nie myślimy o apokaliptycznej przyszłości buntu maszyn. Temat zostaje całkiem obnażony i nie dotyczy on społeczeństwa – atakuje przede wszystkim wszelką metafizykę. We współczesnym kinie science fiction głównego nurtu jest to przecieranie szlaków, według mnie bardzo potrzebne i jeśli chodzi o obrany kierunek bardzo ciekawe. Ogólnie jednak temat był już podnoszony w literaturze – zrobił to bardzo skrupulatnie, wręcz eseistycznie Stanisław Lem, przy okazji jednej z przygód Ijona Tichego.

maxresdefault.jpg

ZIMNA WOJNA

To oczywistość, najważniejszy polski film roku i największy sukces polskiego kina od lat. O obłędnej „Zimnej wojnie” napiszę recenzję, w której zawrę też moje przemyślenia dotyczące mieszanej recepcji tego bądź co bądź nieintelektualnego i prościutkiego fabularnie filmu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s