Ojojoj

ZIMNA WOJNA

(2018), reż. Pawlikowski

Opinie o najnowszym hicie Pawła Pawlikowskiego są bardzo mocno podzielone. Tego rodzaju rozstrzał zwykle wiąże się albo z podjęciem artystycznego ryzyka, albo nieakceptowanym przez wymagających widzów pójściem na łatwiznę. W przypadku „Zimnej wojny” chodzi jednak o coś innego, a dokładniej o dwie rzeczy. Po pierwsze nie jest to film intelektualny, nie zmusza widza do refleksji nad jakimś zagadnieniem, nie podsuwa mu do rozpatrzenia jakiejś pilnej kwestii. Po drugie, fabuła zbudowana jest zbyt topornie, składa się z szybkich ciosów, punktów kontrolnych, często stereotypowych symboli, takich jak – zachód równa się jazz, bogactwo i zabawa, a wschód to ludowy chórek, bieda i błocko. Podczas gdy pierwszy zarzut nie jest de facto zarzutem, lecz po prostu pewnym rodzajem uprawianego kina, to nad drugim należy się na chwilę pochylić. Jestem zdania, że Pawlikowski trochę zaniedbał fabułę względem języka filmowego. Chciał przedstawić mało zniuansowaną, prostą historię w niezwykle zmysłowej, zatopionej w pięknej muzyce narracji. Wydłużenie filmu w celu rozwinięcia detali fabularnych mogłoby równać się z utratą tempa i energii. Tak więc Pawlikowski przede wszystkim odwołuje się do emocji, do bezpośrednich wrażeń odbiorcy. Skupia się na wywoływaniu u widzów intensywnych przeżyć estetycznych, nawet zmysłowej ekstazy. Działa głównie piękną muzyką i wybitnymi zdjęciami Łukasza Żala. I podczas gdy wartością egzystencjalną kina jest właśnie jego język, to trzeba pamiętać, że film składa się również z treści. Mimo tego, że można negatywnie oceniać uszytą mniej lub bardziej grubymi nićmi fabułę, to trzeba pamiętać, że nie jest ona ani dla filmu kluczowa, ani nie jest centralnym dla reżysera elementem. Głównym atutem filmu jest jego arcymistrzowskie wykonanie i wywoływane przez nie przeżycia. Historia jest też istotna, lecz tak naprawdę drugorzędna. Oziębłą, lecz głęboką miłość pomiędzy dwojgiem ludzi można rozumieć jako metaforę naszego uczucia do Polski. Miłość ta jednak nie jest zbyt piękna, raczej toksyczna, wyniszczająca i psychicznie drenująca. Czy taki był cel reżysera? Myślę, że nie do końca, bo po dialogach, opiniach widzów i dalszych wydarzeniach można wnioskować, że w zamyśle miała to być zarazem piękna i romantyczna historia miłosna, oparta na prawdziwej historii rodziców reżysera. A to po prostu nie działa, ich miłości nie czuć. Taka historia potrzebowała albo więcej czasu, albo innej realizacji, żeby zrobiła odpowiednie wrażenie.

maxresdefault

Tak więc nie ocenię np. „Smaku wiśni”, czy „Ballady o Narayamie”, skupiając się na narracji, ponieważ i Kiarostami, i Imamura uznali ją za drugorzędną dla historii. Odwrotnie rzecz ma się w przypadku np. „Niebiańskich dni” Malicka, „Birdmana” Innaritu, „Tamtych dni, tamtych nocy” Guadagnino, czy właśnie „Zimnej wojny” Pawlikowskiego. Niemniej jednak rozumiem głosy zawiedzione opowiedzianą w filmie historią i choć można by tu przytoczyć trafne wypowiedzi Gaspara Noe’ego, Beli Tarra, Petera Greenawaya, czy Wernera Herzoga to jestem jednak zwolennikiem jakiegoś rozsądnego pluralizmu filmowych opinii. Ja natomiast nie ukrywam, że nowym filmem Pawła Pawlikowskiego byłem dogłębnie poruszony. Ode mnie 8,5/10.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s