Quo vadis, Aster?

DZIEDZICTWO. HEREDITARY

(2018), reż. Aster

Niestety, „Dziedzictwo. Hereditary” nijak ma się do swojej kampanii marketingowej. Nie jest to nawet jeden z tzw. horrorów nowej fali. Wszak artystycznej ambicji starczy mu tylko do połowy filmu, a umiejętności tylko na jego sferę techniczną. Znamienne staje się tutaj to, że Ari Aster popularność zyskał dzięki krótkometrażowemu „The Strange Thing About The Johnsons”. W trwającym trzydzieści minut horrorze także metaforyzuje on rodzinne problemy, lecz w tym przypadku pomysłu i artystycznej spójności wystarczyło do stworzenia angażującej i wstrząsającej historii. W innych wczesnych krótkometrażówkach Aster także szuka strachu i szaleństwa w domowym zaciszu, eksploatuje ukrytą za fasadą patologię. Oprócz wyżej wspomnianego „The Stange Thing About The Johnsons” można tutaj przytoczyć „Munchausena”, „Beau”, a także do pewnego stopnia „Basically”. W tych produkcjach nie sięga jednak do horroru, raczej ociera się o niego, tworzy historie bardzo niepokojące, których groza wynika bardziej z ludzkiego szaleństwa, nie demonicznych sił.
2018-07-28 (4).png
Munchausen
Poruszając temat wcześniejszych filmów Astera warto przede wszystkim wspomnieć o połączeniu groteski i horroru, w którym zdaje się on czuć bardzo komfortowo. Sprawnie i umiejętnie wykorzystuje komedię przede wszystkim w monologowym „C’est La Vie”, body-horrowej parodii kryminału noir „The Turtle’s Head”, a także poniekąd w „Beau” i debiutanckiej etiudce „TDF Really Works”. Połączenie groteski i horroru to miejsce, w którym Ari Aster czuje się najlepiej. Miał więc idealne zadatki na otwarcie swoim pełnometrażowym debiutem nowej niszy we współczesnym horrorze. Niestety zamiast tego pomiędzy komedią a grozą znalazł się przez przypadek, a tak właściwie przez własną nieudolność i pójście na łatwiznę.
2018-07-28 (11).png
The Turtle’s Head

Film przede wszystkim nie działa jako dramat rodzinny. Postaci wyraźnie stronią od siebie i rzadko wchodzą ze sobą w interakcję, co ma nam dać do zrozumienia, że się ze sobą nie dogadują – kolektyw zamienił się w zbiór skłóconych indywidualności. Nie czuć jednak, że wynikiem tego jest świadomy zabieg twórcy, a nie fabularny przypadek. Żeby więc podkreślić ten wątek zostaje nam to bezpośrednio wyłuszczone podczas jednego z ich nielicznych spotkań. Sztampowa rodzinna kłótnia przy obiedzie jest bardzo generyczna i niezgrabna, składająca się jak większość interakcji w tej produkcji z żenujących, nudnych dialogów.

Całość jest chaotyczna, sprawia wrażenie niespójnej, niechlujnej i poszatkowanej. Nie jest to raczej celowy zabieg reżysera, działa wszakże na niekorzyść filmu, ponieważ męczy i zniechęca widza. Największym problemem jest jednak brak pomysłu na rozwinięcie fabuły. W połowie skręca ona z intrygującej, tajemniczej historii w rejony sztampy kina klasy B, czy okolice „Paranormal Activity”. Cała intryga jest przewidywalna, kilkukrotnie deklaratywnie wyeksplikowana, niszcząca budowaną wcześniej tajemnicę i w ogóle niewarta szerszego komentarza.

MV5BNjc5NmZjYmEtYmE5MS00Njk5LTliMjEtY2U1ZDdlYmRkNTFhXkEyXkFqcGdeQXVyNjQ4ODE4MzQ@._V1_.jpg
Dziedzictwo

Film nie działa także jako horror. Wszystkie najciekawsze sceny zostają ucięte w ich kulminacyjnym momencie, co odejmuje im powagi i realności. Poza nimi dostajemy tak oklepane sekwencje, jak ręce wychodzące zza łóżka czy postać stojącą w ciemności. No i oczywiście niesławne zakończenie, które na większości sal kinowych wywoływało salwy gromkiego śmiechu. Jak dla mnie jednak była to jedna z niewielu wartych uwagi scen tego filmu, nawet jeśli ocierała się w zarówno o kino klasy B, jak i nieudaną arthouse’ową aspirację. Na plus jest też ciekawie zrealizowany efekt dźwiękowy znany dobrze ze zwiastuna. Jest to de facto swoisty jumpscare, ale oryginalnie wykorzystujący techniczne możliwości języka filmu. Jak już jestem przy pozytywach, to trzeba wspomnieć o dobrej grze aktorskiej Milly Shapiro, wcielającej się w rolę najmłodszej w rodzinie Charlie oraz Toni Collette, grającej jej matkę. Nie zgodziłbym się jednak za Indiewire, że jest to rola wybitna, zasługująca na Oscara. „Dziedzictwo. Hereditary” dostaje ode mnie 4/10.

Jak już obejrzałem całą filmografię Ariego Astera to pokuszę się o ranking jego filmów:
1. The Turtle’s Head 7/10
2. C’est La Vie 7/10
3. Munchausen 6/10
4. The Strange Thing About The Johnsons 6/10
5. Beau 6/10
6. Basically 5/10
7. Dziedzictwo. Hereditary 4/10
8. TDF Really Works 2/10

Wszystkie jego produkcje krótkometrażowe dostępne są na Vimeo. Szczególnie polecam pierwszą trójkę, bo widać w tych filmach, że Aster ma wielki talent do reżyserii.

Reklamy

3 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s