Ludzie

KLER

(2018), reż. Wojciech Smarzowski

Ciężko napisać o „Klerze” coś, co nie stało jeszcze napisane. Mogę przede wszystkim opowiedzieć się po którejś ze stron oraz skupić się na samym filmie w kontekście twórczości Wojciecha Smarzowskiego. Warto zacząć od tego, że jest to według mnie najsłabszy (czy raczej najmniej dobry) z filmów tego reżysera, ustępuje mu tylko debiutancka, zrealizowana dla telewizji „Małżowina”. Jasne jest, że film miał do odrobienia kilka zadań w zakresie komercyjnym – 1. Miał się podobać widzowi masowemu 2. Miał spełnić oczekiwania, bo widz nie może wyjść z kina rozczarowany. Stąd w pierwszym akcie widzimy odhaczanie kolejnych, obiecanych w zwiastunie śmiesznostek i najoczywistszych (świeckich czy sakralnych) przywar. Księża piją, palą lulki, pracują pod wpływem alkoholu i zachowują się nieetycznie podczas pełnienia obowiązków służbowych. Mniej więcej połowa filmu to zlepek różnych scen pokazujących kler z niecodziennej, odartej z kościelnej otoczki strony. Nie zawsze jednak duchowni ukazani są w sposób negatywny. Nacisk położony jest raczej na pokazanie księży, jako przede wszystkim ludzi, zwykłych więźniów żądz, nałogów czy tragicznej przeszłości. Jest to myśl, na której de facto opiera się film – księża to ludzie, nie żadni słudzy boży, przedłużenia świętej, niebiańskiej mocy, lecz ludzie, którzy po prostu są w takiej, a nie innej sytuacji. I to nie księża są źli, lecz ludzie, którzy znaleźli się w tym chorym, absurdalnym i zgniłym systemie. Przynajmniej tak to pokazuje Smarzowski. Stąd w filmie obecny jest wątek, w którym grają Więckiewicz i Kulig, mimo że nie pasuje on do głównej linii fabularnej. Dla mnie najciekawsze jest to, że w filmie nieobecny jest chrześcijański Bóg. Jego temat nie jest właściwie podnoszony, a jego obecność jest zerowa. Nie jest on krytykowany, lecz po prostu go tu nie ma. To zabieg, który idealnie pasuje do podkreślenia ludzkiego wymiaru kleru, pokazania ich wizerunku bez teoretycznie definiującego ich czynnika. Tak wszak widzi go ogromna liczba osób – ateiści, agnostycy, ale też osoby wierzące w metafizykę, które nie potrzebują, aby ich wiara była zorganizowana w narzucony sposób. Tym bardziej podkreślony jest absurd, bezsens, a nawet (jak widzimy w filmie) szkodliwość istnienia takiej grupy zawodowej.

0007J1IMSNXS48TF-C122

Mimo że to film bardzo niedoskonały i ździebko rozczarowujący, cieszy mnie jego komercyjny sukces. Być może to jakiś punkt zwrotny, przy którym wielu Polaków zatrzyma się i zastanowi nad kwestią duchowieństwa albo podświadomie wyrobi sobie odmienne o nim zdanie. Bo przecież taki jest cel „Kleru”, to kino bądź co bądź masowe, będące pewnym socjologicznym narzędziem, krytykujące zorganizowane systemy religijne w całkowicie inny sposób niż np. „Siódma pieczęć” czy „Drzewo życia”. Zdaje się, że w przeciwieństwie do tych filmów „Kler” skutecznie i mocno uderza w swój cel, bo zwraca się do widza masowego. Ode mnie 6/10.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s