Dzikie życie

Reżyserski debiut Paula Dano jest niewątpliwie filmem bardzo ambitnym. Powiedziałbym, że wręcz bezczelnym w swojej wielowarstwowości, estetyce, metaforach, uważnych portretach i ciętych komentarzach społecznych. A taką odwagę i branie tak wiele na tak wciąż wątłe barki należy docenić, nawet wtedy, gdy widać na ekranie kilka grubszych nici, kilka skrótów i kilka zbyt uwydatnionych metafor. Zwłaszcza że jest w tym wszystkim zauważalny ogromny talent zarówno w kwestii scenariusza (napisanego wspólnie z Zoe Kazan), jak i reżyserii.

Przede wszystkim świetnie nakreślone są postaci, każdy z rodziców (Jake Gyllenhaal i Carey Mulligan) ma tu kilka poziomów, a Dano częściej zamiast prostych odpowiedzi, rzuca nam tropy, jako pomoc w odkrywaniu tego, co dzieje się pod powierzchnią. W tym według mnie tkwi największa siła „Krainy wielkiego nieba” – zostawiane przez Dano puzzle, którą sami musimy sobie uzbierać do kupy.

Jedynym moim zarzutem jest tu to, że niektóre puzzle są większe, są tymi, które są na zewnątrz (wiecie, z jednym płaskim bokiem) i mają na sobie jakąś charakterystyczną grafikę (na przykład ot jakiś ptak, który już ci się rzucił w oczy, jak jeszcze oglądałeś pudełko w sklepie), a raczej nie ma tu wielu takich, które są jakimś pokrytym jednym kolorem puzzlem, jednym z kilkunastu podobnych, które układają się w jakieś niebo albo inny mur i nie wiadomo jak to ułożyć i co to w ogóle do czego pasuje. Czy raczej (jeśli mam się trzymać ten nietrafionej alegorii), powinna być tu część puzzli, najlepiej nie za duża, która pozostawia widzowi trochę wolności w kwestii tego, w jaki sposób je ułożyć, dopasowując się do jego myśli i wcześniejszego doświadczenia z układania takich łamigłówek.

„Kraina wielkiego nieba” to mimo zarzutu przedstawionego w tej puzzlowej analogii, trafny i nieidący na łatwiznę portret wygasającej miłości, ale także sprawna krytyka kapitalizmu. W końcu postać Gyllenhaala to ikona amerykańskiego tragizmu – zbyt dumny, by podkulić ogon i zbyt słaby, by przebić się wyżej. Przez to tuła się po kraju Steinbecka i jego „Gron…”, osiada tam, gdzie jest jakakolwiek praca i nie musi się martwić pieniędzmi aż do kolejnego zwolnienia.

Warto także pochwalić reżyserię, dość wyrazistą, używającą estetycznych kadrów i inteligentnie wykorzystującą obraną lokację. Uderzająca pustką i czystością kraina pełna jest uroczych i schludnych budynków, na pozór idealnych i wypielęgnowanych, pomiędzy którymi jednak dzieją się tragedie jednostek, tak samo pozornie idealnych i ułożonych. Dano często pokazuje te lokacje z góry, z odpowiedniej odległości lub z dużą przestrzenią za pierwszym planem. Poza celem czysto estetycznym odpowiednio oddaje to także pustkę i smutek zarówno przeżartego bezrobociem miasta, jak i życia miłosnego naszych bohaterów.

Mimo że momentami przebija się tu brak doświadczenia młodego debiutanta, choćby w utrzymaniu poziomu zniuansowania historii, niewątpliwie ma on spory talent i zdolny do przenikliwych analiz umysł. Choć to dobry aktor, mam nadzieję, że zostanie przy reżyserii, bo to mu wychodzi nawet lepiej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s