Przypudrowana gęba

Yorgos Lanthimos po raz pierwszy bierze się za cudzy scenariusz, co działa jednocześnie na korzyść i na niekorzyść jego produkcji. Z jednej strony to pierwszy film greckiego artysty, który jest całkowicie przystępny w swojej treści – nie ma tu zanadto kontrowersyjnej fabuły, scenarzysta nie wsadza bohaterów w niezwykle dziwne sytuacje niemalże z pogranicza fantastyki, czy w obliczu skrajnie tragicznych wydarzeń. Z drugiej jednak strony Lanthimos pozbawiony zostaje tym samym swojego znaku rozpoznawczego, owych powracających motywów w jego scenariuszach. Tekst Debory Davis i Tony’ego McNamary jest dość prosty, pozbawiony jest udziwnień i niecodziennych rozwiązań fabularnych. Nie jest to bynajmniej skrajność, lecz w porównaniu z wcześniejszymi filmami reżysera jest to niewątpliwie przeskok dość nagły. Zwłaszcza że to dziwaczne scenariusze były tym, co przyciągnęło do Greka tylu widzów. Ponadto przez to, że mało jest tu moralizatorstwa, wartkiej fabuły, zaskakujących zwrotów akcji i jakiegoś scenopisarskiego nowatorstwa, nie mogę powiedzieć, że scenariusz jest najmocniejszą stroną filmu. Jest przede wszystkim bardzo solidnym fundamentem dla reżyserskiego talentu Lanthimosa, który opowieść o zdziecinniałej królowej Anglii opakować może w niezwykle przekonujące i zarazem uwydatniające wydźwięk scenariusza opakowanie.

Dwór angielski jest tu walką charakterów, grą pustych konwenansów, mocno przypudrowaną gębą skrywającą ludzkie potrzeby i słabości. Przypomina pod tym względem „Barry’ego Lyndona”, zresztą w równym stopniu w kwestii głównej linii fabularnej. To tak samo, jak u Kubricka historia o jednostce, która została pozbawiona społecznego statusu, przez co musi od zera zbudować swoją reputację i wejść na szczyt tylnymi drzwiami. „Faworyta” zostanie zapamiętana przede wszystkim z dwóch powodów – po pierwsze, fenomenalnych zdjęć Robbiego Ryana, które ukazują dworski przepych w bardziej naturalnym świetle, a przez to uwydatniają sztuczność ceremoniałów i symboli władzy. Poza tym dodają one wiele świeżości i naturalności zwykle dość ciężkiemu kinu kostiumowemu, co przekłada się na przyjemniejszy seans. Po drugie, z powodu aktorstwa całego głównego trio, tj. Olivii Colman, Rachel Weisz i Emmy Stone. Z tej trójki na rzadko oglądane wyżyny wznosi się niezwykła Olivia Colman, momentami potężna i ogromna, a czasami potulna i bezbronna jak małe dziecko. „Faworyta” to dość oryginalne kino kostiumowe i jeden z tych filmów, do których można wracać wielokrotnie, nieustannie delektując się mistrzostwem realizacji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s